czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział #12 ...." My Superhero"....

Rozdział dedykowany mojej kochanej przyjaciółce Emilii :D
To ona zmusiła mnie do dodania tego :D

---------------------------------

Po jakimś czasie siedzenie w pokoju stwierdziłam że trzeba się ogarnąć. Poszłam do łazienki i rozczesałam włosy. Rzęsy lekko przeciągnęłam tuszem i poszłam do garderoby. Szybko wybrałam to. Jak zeszłam na dół to weronika pomagała Mark'owi nakrywać do stołu. Greg'a już nie było. Brzuch zaczął boleć mnie jeszcze bardziej. Nie dlatego że się denerwuję tylko dlatego że coś ma się stać. Zaraz z góry zeszły dziewczyny nie sądziłam że ubiorą się tak normalnie.  Razem z nimi zszedł Wictor w czerwonych spodniach i koszulce w biało-granatowe paski. Zaczęłam pomagać Weronice aż ktoś zadzwonił do drzwi myślałam że to może chłopaki już, ale się myliłam. Poszłam otworzyć, a tam stał pijany Greg.
- Oddawaj pieniądze szmato!!!-krzyknął i złapał mnie za szyję wbijając paznokcie.
Dziewczyny odciągnęły Wictora jak najdalej. Greg przycisnął mnie do ściany. Nie mogłam złapać oddechu. Zaraz z kuchni wybiegł Mark i próbował odciągnąć Greg'a ode mnie. Mark dostał w twarz i zaczęli się szarpać. Ja nie mogąc złapać oddechu opadłam na podłogę. Mark dostał czymś w głowę i upadł. Greg wrócił do mnie i znowu przygniótł mnie do ściany.
- Oddawaj te pieniądze!-krzyknął mi znowu w twarz.
W ty momencie weszło pięciu że tak powiem bohaterów. Harry jak zauważył co się dzieje podbiegł do Greg'a uderzył z pięści w twarz i przewrócił go. Ja znowu opadłam na podłogę, a oni zaczęli go w sześciu bić. W końcu Louis z Harry'm wzięli go "za fraki" i wyrzucili za drzwi. Czułam jak po mojej szyi ścieka krew. Tamten idiota wbił mi paznokcie tak że będę miała rany na całej szyi.
- Podaj moje wziewy!-krzyknął Mark do Weroniki.
Tak Mark ma astmę i jego leki zawsze działają na mnie jak mam problem z oddychaniem. Zaraz podali mi te wziewy i spokojnie mogłam wziąć oddech. Łkałam i dławiłam się łzami. Harry podszedł do mnie, podniósł i przytulił mówiąc do ucha że już wszystko jest dobrze. Po kilkunastu minutach wszyscy się uspokoili. Spojrzałam na chłopaków. Każdy z nich miał poobijaną buźkę. Zaśmiałam się widząc ich w takim stanie. Wszystko przez taka idiotkę jak ja. Usiadłam na kanapie obok Wictora i dziewczyn. Wictor przysunął się do mnie i mocno przytulił.
- Dziękuję.-powiedziałam patrząc na chłopaków.
- Nie ma za co.-odpali chórem.
- Weronika przynieś schabowe.-powiedział Mark.
Przyniosła" mrożone mięso schabowe. Każdy z chłopaków dostali po jednym i każdy z nich przyłożył sobie do oka. Harry i Louis byli najbardziej poobijani. Obaj mieli rozcięte wargi i Harry miał jeszcze rozcięty łuk brwiowy. Jednak nie było aż tak źle. Weronika przyniosła waciki i wodę utlenioną. Wzięłam jeden wacik i przysunęłam się do Harry'ego. Zaczęłam mu przemywać rany. On zaraz wziął drugi i zaczął przemywać mi rany na szyi. Oboje syknęliśmy z bólu. Spojrzał mi prosto w oczy, widać było że się o mnie bał. Patrzył na mnie z czułością i troską, a zarazem z tęsknotą.  Minęło pół godziny i chłopaki wyglądali normalnie. Wtedy usiedliśmy do stołu. Wszystko było dobrze do momentu kiedy Niall zapytał:
- Co się stało że tak na ciebie napadł?
Postanowiłam mu odpowiedzieć.
- Wiecie ze nasi rodzice nie żyją. No nie?
- No wiemy.-odparł Liam.
- Chodzi o to że każdy z nas dostał coś w spadku po nich. Ja dostałam akurat wszystkie pieniądze jakie mieli. Greg usłyszał jak mówiłam ile tam tego jest. -opowiedziałam im.
- Przepraszam że pytam, ale w takim razie ile tam tego jest? - zapytał Zayn.
- 23 miliony funtów.-odparłam.
Zrobili wielkie oczy. Wiem że wcale nie jest mało.
- Nieźle.-odparł Lou.
Potem rozmowa toczyła się normalnie.
- A gdzie Eleanor i Danielle?-zapytała Madi.
No tak miały z nimi przylecieć.
- Musiały jeszcze załatwić coś w Londynie i przylecą jutro.-odpowiedział Lou.
- Harry co się nie odzywasz ?-zapytałam. Tak cicho siedział.
- Nie wiem, tak jakoś.-odparł i się uśmiechnął.
Z racji tego że siedziałam obok niego położyłam mu głowę na ramieniu. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Objął mnie ramieniem.
- A wiesz Abs że Hazza cały czas o tobie gadał.-powiedział Liam.
- Tak?-zapytałam się patrząc na Hazze.
- No wiesz, no może...Tak trochę....-zaczął się jąkać.
Wszyscy się zaśmiali, a ja dałam mu buziaka w policzek.
Siedzieliśmy tak jeszcze długo. Koło północy chłopcy zaczęli się zbierać. Pożegnaliśmy się z nimi. Jak poszli ja poszłam do łazienki się umyć. Przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod ciepłą kołderkę. Zaraz wskoczyły do mnie Nicki i Madi i niedługo potem zasnęłyśmy.





____________________________________________________

Proszę obiecany rozdział :D
Co się dalej wydarzy?
Dowiecie się w sobotę :D


SWAG SWAG !
Abigail xoxoxoxoxo






UWAGA !!!!!!

Witam was Kochani!
Jeśli ktoś chcę być informowany o nowych rozdziałach to proszę o lajka na stronie na facebooku : Na widok Zayna miękną mi kolana.  Tam jestem adminką i piszę tam zawsze jak jest nowy rozdział :) Niestety nie proszę o nicki do twittera ponieważ mój kochany braciszek założył mi blokadę rodzicielską i mam zablokowanego Twittera :( Tak więc zaglądajcie na tamtą stronkę tam zawsze informuję :)

SWAG SWAG !
Abigail xoxoxoxoxo

Rozdział #11 ...." Holidays!!!!".....

***********************
Tak to już dzisiaj. Zakończenie roku szkolnego! Wstałam w nadzwyczaj dobrym humorze. Zauważyłam że, któraś jest już w łazience. Weszłam i zastałam tam Nicole myjącą zęby jak mnie zobaczyła zaczęła się śmiać. Razem się ogarnęłyśmy i wyszłyśmy z łazienki. Wychodząc zauważyłyśmy Madi, która wychodziła z łazienki Mark'a.
- Ta menda nie chciała mnie wpuścić do łazienki do poszłam do Mark'a!- krzyknęła Madi pokazując palcem na Nicki.
Tamta się tylko zaśmiała i poszła się ubrać. Ja ubrałam się w to. Zeszłam na dół, gdzie czeka już Mark ze śniadaniem. To nie jest zwykłe zakończenie roku. Dzisiaj kończymy gimnazjum ! A za tydzień chłopaki z 1D przyjeżdżają.Zjadłyśmy kanapki i razem z Mark'iem, Weroniką i Wictorem wsiedliśmy do samochodu. Całą drogę jarałyśmy się tym zakończeniem. Oczywiście jak mnie plastiki zobaczyły to nie obyło się bez kłótni, ale jednak nie dałam popsuć sobie humoru. Wszyscy zajęli swoje miejsca i się zaczęło. Rozdanie świadectw. Dostałam świadectwo z wyróżnieniem tak samo ja Nicole i Madi.Po zakończeniu jak zawsze dla uczczenia poszliśmy na lody. Jak wróciliśmy do domu od razu przebrałam się.   Wzięłam telefon i napisałam do Harolda.

"Co się nie odzywasz ? Ranisz mnie :( "

Zeszłam na dół. Jak Nicki mnie zobaczyła to zagwizdała zalotnie. Walnęłam ją w ramie.
- Fajne bransoletki. - powiedziała patrząc mi na rękę.
- Dzięki.-odparłam.
Zaraz podbiegł do nas Wictor i zaczął nas ciągnąć za ręce i pokazując że mamy iść na dwór. Wyszłyśmy z nim i zobaczyłyśmy że Mark rozstawił trampolinę. Zaraz przybiegła do nas Madi i we czwórkę zaczęliśmy skakać. Wictor co chwilę się przewracał, a ja co chwilę potykałam się o nogi Nicole. Skakałyśmy dobre 2 godziny i zeszłyśmy padnięte. Wyjęłam telefon z kieszeni i zobaczyłam że dostałam sms'a od Harolda.


" Przepraszam,ale mieliśmy sesję i nie miałem jak się odezwać. Naprawdę proszę nie obrażaj się. Przepraszam :* "


Nie wiem dlaczego, ale strasznie lubię jak chłopak mnie przeprasza. Uśmiechnęłam się do telefonu i odpisałam mu że nic się nie stało. Nie mogę się doczekać aż przyjadą. Jeszcze tylko tydzień. Nicole i Madi chodzą jak naćpane odkąd się dowiedziały że chłopaki mają przylecieć. 
Jeszcze większą radochę mam z tego że najprawdopobniej Mark ma otworzyć kolejną restaurację. Tylko że w Londynie !!! Czyli to by miało oznaczać przeprowadzkę. Madi i Nicole też by się przeprowadziły. Mark zyskał pieniądze dzięki rzeczom, które dostał w spadku po rodzicach. Zostawił tylko jeden naszyjnik, który mama miała na ślubie.  Tak Mark na sieć najsławniejszych na całym świecie restauracji. Ma kilka restauracji w USA, Japonii, Nowej Zelandii i ma nawet kilka w Irlandii no i naturalnie w Polsce. Jeszcze tylko jakby miał w Londynie to miałabym taką radochę jak nigdy. A jak byśmy się przeprowadzili to ja, Madi i Nicki byśmy mieszkały same.
Wracając do tego co jest.
Zeszliśmy z trampoliny i poszliśmy na obiad. Genialny kurczak a'la Mark.Potem znowu wróciłyśmy na trampolinę. Wieczorem zadzwonił Harry i gadaliśmy do 3 nad ranem. Potem tylko już zasnęłam.

***************
Już dziś przylatują chłopcy !!!!!!
Jakoś przeżyłam cały ten tydzień. Głównie na trampolinie. Dziewczyny wstały z wielkimi bananami na japach. Z samego rana zaczęły skakać po łóżku, zrzucając mnie z niego. Ja nic nie mówiąc wstałam z łózka i poszłam do łazienki się ogarnąć. Mimo tego że chłopacy mają przylecieć to czułam że wydarzy się coś złego.
Ból przeszywał całe moje ciało. Tak, znowu bolał mnie brzuch. Załamka, tylko ciekawe co się stanie. Ogarnęłam się i poszłam wybrać ubrania na ten dzień. Dziewczyny poszły się też ogarnąć na całe szczęście.
Po jakimś czasie wybierania ciuchów wybrałam to. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół i zjadłam płatki z mlekiem. Chłopcy wczoraj powiedzieli że w Polsce będą dopiero po południu, więc do mnie wpadną wieczorem. Mark postanowił zrobić kolację i sam nie może się doczekać kiedy ich pozna. Wzięłam laptopa i weszłam na facebooka, twittera itp. Wszędzie trąbią że 1D  do Polski przylatują. Zaśmiałam się widząc to wszystko. Potem Mark zawołał mnie, Nicole i Madi żebyśmy z nim na zakupy pojechały. Wzięłam moją ulubiona czarną torbę i wyszliśmy. Cały czas noszę przy sobie karty kredytowe rodziców. Jakoś mnie nie korci żeby sprawdzić ile tam jest pieniędzy. Jednak Mark powiedział żebym sprawdziła żebym wiedziała na czym stoję. poszłam do banku dowiedzieć się ile tam tego jest. Łącznie mam 23 miliony. A co najlepsze że funtów ! Oszołomiona wyszłam z banku i ruszyłam do samochodu, w którym czekali Mark i dziewczyny. W domu im powiedziałam ile tam tego jest. Mark się zaśmiałam żebym odpaliła trochę, ale tylko żartował. Niestety Greg był wtedy czyli będzie mnie później męczył. Poszłam do siebie i siedziałam w pokoju do wieczora.
 

__________________________________
Znowu Przepraszam że nic nie wstawiałam, ale znowu problemy z netem i takie te.
Przepraszam poprawię się i dzisiaj do wieczora powinien pojawić się jeszcze jeden rozdział. :)

Jak myślicie co się dalej wydarzy? Jaka będzie reakcja kiedy Harry i Abigail się spotkają ?

Piszcie w komentarzach :)

SWAG SWAG !
Abigail  xoxoxoxo











sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział #10 ..."Maybe This Is Love? I Don't Know"...

*****Harry****

Dobra, pewnie większość mi nie uwierzy, ale po raz pierwszy podoba mi się dziewczyna nie kobieta tylko dziewczyna i jest ode mnie młodsza o 2 lata. Tak, wiem-Harry ściemniasz wiemy że tamta co Ci się podoba napewno ma przynajmniej 5 lat więcej niż ty. To były słowa, które wczoraj usłyszałem od Zayn'a. Nie wierzą mi. No Eleanor mi wierzy i ona wie że dziewczyna, o którą mi chodzi to Abigail. Tylko Els mi wierzy. DLACZEGO ?!?!?!?!?  Nie wiem. Tak, więc Abigail mi się naprawdę podoba ale mamy ograniczone widywanie się. Ograniczone do minimum. Musimy przeżyć.

Obudziłem się o 9:30. Jak zawsze obudziły mnie krzyki Niall'a i Zayn'a. Norma. Poszedłem do łazienki i opłukałem twarz zimną wodą. Tak na rozbudzenie.Na dole jak zawsze chaos. Liam smaży naleśniki w kuchni, Niall i Zayn się tłuką o pilota od telewizora, a Lou śmieje się z Niall'a, który przed chwilą spadł z kanapy. Jak ja ich kocham. Moi idioci.

- Hej!- przywitałem się tak żeby mnie usłyszeli.

- Hej!-odparli chórem.

Poszedłem do kuchni, gdzie Liam próbuje usmażyć naleśniki, ale myślę że to się skończy telefonem do Danielle.Nalałem sobie do szklanki soku i usiadłem na blacie. Szczerze mówiąc to skojarzyło mi się z Abs.

- Pomożesz mi? -zapytał po chwili Liam.

- Jasne.-odparłem.

Moja pomoc wyglądała tak że to ja zrobiłem naleśniki, a Liam tylko się patrzył.

- Musisz nauczyć mnie gotować.-powiedział jak skończyłem. Ja się tylko zaśmiałem i nałożyłem sobie kilka naleśników na talerz. Poszedłem i usiadłem na kanapie w salonie obok Lou.  Dzisiaj Abigail ma rozdzielenie majątku. Mam nadzieję że wszystko się dobrze skończy.

***Abigail****

Wstałam jak zawsze ok. 12. Wyszłam na balkon. Ciepłe powietrze otuliło moje ciało. Przyjemny dreszcz przeszedł całe ciało. Schowałam się do pokoju i wzięłam telefon do ręki. Skoro tutaj w Polsce jest 11:50 to tam w Londynie jest 10:50. Czyli już mogę zadzwonić do Hazzy. Tak też zrobiłam. Porozmawialiśmy chwilę, aż zawołał mnie Mark żebym się szykowała i zjadła śniadanie. Ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni, gdzie już siedzieli wszyscy. Zjadłam kilka kanapek i zaczęliśmy szykować się do wyjścia. Jak zawsze jak się ma coś wydarzyć zaczął boleć mnie brzuch.  Postanowiłam napisać do Harolda.

"Weź mnie przygarnij do siebie"

Na odpowiedź nie czekałam długo:



"Wsiadaj do samolotu i przylatuj.Łóżko mam duże, spokojnie się zmieścisz ;D"




Zaśmiałam się odczytując to.
- Chodź musimy już jechać.-oznajmił Mark.
Nicole i Madi jeszcze raz mnie przytuliły i wyszłam razem z Mark'iem. Odczytanie testamentów ma się odbyć w jakimś biurze. Po drodze jeszcze wstąpiliśmy do sklepu bo bez miętusów się nigdzie nie ruszę, a skończyły mi się. Ruszyliśmy w drogę. Po ok. 30 minutach dotarliśmy na miejsce.  Weszliśmy do niewielkiego budynku. Poszliśmy do wskazanego pokoju. Wzięłam jednego cukierka do buzi.  Jak weszliśmy zauważyliśmy czekającego Greg'a. Jest tylko nasza trójka i mężczyzna, który ma odczytać testamenty.
- Tak więc zebraliśmy się tutaj, aby uroczyście odczytać testamenty Anny i Peter'a McCartney.-zaczął mężczyzna.
Zachciało mi się płakać. Zawsze się zastanawiałam jak to jest stracić kogoś bliskiego. Teraz już wiem. Straciłam dwie najbliższe mi osoby. Szczerze to nie chcę żadnych pieniędzy, ani rzeczy. Wolałabym żeby oboje byli teraz ze mną.  Gościu przeczytał testament ojca. Mark dostał dom rodziców i prośbę żeby się mną zajął. Ja zaś dostałam wszystkie pieniądze jakie ojciec ma na koncie. Greg dostał firmę. Znając życie to z jego porządkami firma zbankrutuje.  Następnie mężczyzna zaczął czytać testament naszej matki. Mark dostał całą biżuterię i rzeczy wartościowe, Greg dostał nasz dom w górach, a ja znowu pieniądze które są na koncie. Naturalnie się popłakałam. Po odczytaniu tego wszystkiego mężczyzna poprosił mnie samą do siebie do gabinetu. Poszłam z nim i przekazał mi kopertę, w której znajdują się karty rodziców i kody PIN. Rodzice pomyśleli że mogą umrzeć jak jeszcze nie będę pełnoletnia więc mam dostęp do konta już teraz. Mężczyzna złożył mi jeszcze kondolencje i wróciłam do chłopaków.
- Mam nadzieję że się podzielisz ze starszym bratem pieniędzmi?-zapytał chytrze Greg.
Jak zawsze chciwy na pieniądze.
- To są jej pieniądze i masz dać jej spokój. - odparł Mark.
Wyszliśmy i wróciliśmy do domu. 
Mark mi powiedział po drodze że powinnam iść sprawdzić ile pieniędzy jest na kontach. Póki co to nie mam jakiejś chęci. Nie interesują mnie te pieniądze.  Położyłam się na łóżku w moim pokoju. Wzięłam telefon do ręki i jakby przez telepatię dostałam sms'a od Hazzy.


" I jak było ??? :* Xxx"

Odpisałam mu tak:

" Nie chce mi się o tym pisać. Lepiej zadzwoń Xxx"

Po chwili zadzwonił i gadaliśmy cały dzień. Jutro już do szkoły, a tu już za tydzień wakacje. Strasznie szybko zleciało.
Wieczorem przestaliśmy gadać. Poszłam się ogarnąć do łazienki. Ale jak zawsze wiadomo Harry zadzwonił do mnie na skype.
- Nie mogę zasnąć jeśli nie widzę Cię przed snem.-powiedział jak się spytałam co chciał.
Jak zawsze zalały mnie rumieńce.  Gadaliśmy jeszcze trochę. Chłopcy są we Włoszech i za jakieś dwa tygodnie powinni być w Polsce.  Ucieszyłam się jak nie wiem co. Po jakimś czasie przyszły dziewczyny i też z nami gadały.  Padnięte całym dniem poszłyśmy spać. Jutro do szkoły......

________________________________
Proszę was bardzo macie rozdział 10 !!!!!
naprawdę jeśli to ktoś czyta niech zostawi po sobie ślad w postaci komentarza :))
To naprawdę dla mnie ważne bo nie wiem czy mam dla kogo pisać :(

SWAG SWAG !
Abigail :*


piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział #9 ..."Goodnight And Goodbye"...

      Wstałyśmy o 7:00. Dziewczyny idą dzisiaj już do szkoły. Niestety.One poszły się ogarnąć, a ja zeszłam na dół zrobić im śniadanie. Usmażyłam im naleśniki. Nadal chodzę przybita i nie mam chęci na nic. Wyjęłam Nutellę i dżem i postawiłam na stole. Zaraz zszedł Mark i dziewczyny. Byli zdziwieni tym że przygotowałam posiłek.

- Nie trzeba było.-powiedziała Nicoledając mi buziaka w policzek.

- Ale chciałam jakoś nawet już spać mi się nie chce.-odparłam.

- Dzięki.-powiedziała Madi i też dała mi buziaka.

 Usiadłam razem z nimi przy stole i zaczęłam pić wodę.

- Nie jesz?-zapytała Madi.

- Nie, nie jestem głodna.-odparłam cicho.

- Ja już muszę jechać do pracy.-oznajmił Mark.

- Spoko.-odparłyśmy jednocześnie.

Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Dziewczyny zjadły i też zaczęły się zbierać.  Ok.7:20 wyszły. Zostałam w domu z Weroniką i Wictorem.  Jeszcze śpią więc po cichutku poszłam do swojego pokoju. Zauważyłam że ktoś dzwonił. Spojrzałam i zdziwiłam się trochę. Harry dzwonił. Dziwne w Londynie jest dopiero 6:30. Zadzwoniłam do niego. Okazało się że wstał i już nie może zasnąć i pomyślał że może porozmawiamy. Włączyłam laptopa i weszłam na Twittera. Nic ciekawego poza jednym trendem: #1DEuropeTour. Ucieszyłam się że polskie directioners w końcu będą mogły ujrzeć swoich idoli. Zaraz zadzwonił do mnie na Skype Harry. Zaśmiałam się widząc jego poranną szopę. Jego loki fajnie wyglądały. Każdy w inną stronę prowadził. Ja jestem mądra bo rozczesałam włosy od razu jak wstałam. Nie mam szopy. Uświadomiłam sobie że mimo śmierci rodziców życie toczy się dalej. Muszę przeżyć jakoś z tym faktem. Humor mi się poprawił. Nie jest źle. Jeszcze po rozmowach z Haroldem jest już w ogóle pięknie. Rozmawialiśmy tak do ok. 11. Potem stwierdziłam że będę dalej z nim rozmawiała, ale się ubiorę i wyjdę z laptopem na dwór. Ubrałam się w to. Wzięłam laptopa i wodę. Wyszłam i położyłam się na hamaku w ogrodzie. Zadzwoniłam do niego na Skype i on też już jest ubrany. Pierwsze co powiedział to naturalnie:

- Ładnie wyglądasz.

Zaśmiałam się bo wszyscy mi mówią że ładnie wyglądam, jestem piękna i wgl. Ja się z tym nie zgadzam. Ale nigdy nikt mnie nie słucha. Po jakiejś godzinie do Hazzy dołączył Liam. Li jest spoko. Fajnie się z nim gada i co chwilę we dwóch odwalają jakieś dzikie miny.

- Cieszę się że znowu się uśmiechasz.-powiedział po chwili Harry.

Zarumieniłam się i spuściłam głowę w dół nerwowo poprawiając włosy. Po chwili usłyszałam słodki chichot Harolda.

- Jakbyś siedział teraz obok mnie dostałbyś w łeb.-powiedziałam.

- Wiesz że cię lubię.-odparł.

Zaczęłam się śmiać. Nie lubię jak ktoś mi prawi komplementy , a to chyba można nazwać komplementem. Strasznie tego nie lubię. Żałoba minęła i mój brat dziś do pracy poszedł już w oczojebnej pomarańczowej koszulce. On bez niej życia nie widzi. Wracając do naszej rozmowy. Boję się podnieść głowę do góry przez co on się słodko śmieję. Tęsknię za nim.  Poprawiłam włosy i podniosłam głowę.

- Tęsknie za tobą Hazza.-powiedziałam ze smutną miną.

- Niedługo się zobaczymy.-odparł.

- I znowu pojedziesz...-dodałam.

- Jak to Nicole powiada: Life is brutal.-odparł, a ja się zaśmiałam.

- Za ile przylatujecie?-zapytałam zaciekawiona.

- Za dwa tygodnie.-powiedział.

Pogadaliśmy jeszcze i za chwilę obok mnie pojawiła się Madi.

- Która godzina?-zapytałam.

 Zdziwiłam się strasznie bo szybko zleciało.

- Za dwa tygodnie chłopaki przylatują do Polski!!!-krzyknęłam.

Madi jak to usłyszała zaczęła skakać po całym ogrodzie. Nicki chyba też top usłyszała bo zaczęła skakać razem z Madi.

- Ale to znaczy że w Warszawie będą za trzy tygodnie.-wytłumaczyłam im.

- No i co? Ale będą.-odparła Nicki.

Przywitały się z Harry'm. Pogadały i poszły męczyć się z lekcjami. Ja sobie zrobię jutro jak ich nie będzie. Jest wieczór i zrobiło się chłodno.Zatrzęsłam się z zimna. I chyba Hazza to zauważył.

- Zimno Ci ?-zapytał słodko.

Podczas naszej dzisiejszej rozmowy on robi słodkie minki. Ogólnie taki słodki się zrobił. Po raz pierwszy nawet nie chce mi się wymiotować z jego słodkości.

- Tak trochę.-odparłam.

- Jakbym był obok Ciebie przytuliłbym Cię.-powiedział.

Jak to powiedział od razu zrobiło mi się cieplej.

- Awwwww.-odparłam.

Zaśmiał się. Pogadaliśmy jeszcze z godzinę i kazał mi iść spać bo jego zdaniem zapewne zmęczona jestem.

- Dobranoc.-powiedział na pożegnanie.

- Słodkich snów.-odparłam.

Wyłączyłam laptopa i poszłam do domu. Wszyscy siedzieli razem przed telewizorem i oglądali jakiś film. Poszłam do siebie do pokoju. Odłożyłam lapka na miejsce i usiadłam na łóżku patrząc się na drzwi.

- Jutro idziemy na rozdzielenie majątku.-powiedział Mark jak wszedł do pokoju.

- Nom, tamten już czeka na całość.-odparłam.

- Nie bój żaby.-powiedział.

Pocałował mnie w czoło i poszedł. Ja wstałam, wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Siedziałam w łazience ok. godzinę. Przebrałam się w piżamę i weszłam pod moją cieplutką kołderkę. Od razu zasnęłam.

-----------------------------------------------------------
Tak więc tytuł jest tytułem piosenki Jonas Brothers :D

Mam nadzieję że się podoba.

Jak myślicie czy z Harolda i Abigail rzeczywiście będzie para ?

Wasza Abigail :*

SWAG SWAG !

Rozdział #8 ..."I Can Get You On My Mind"...

***** 3 dni później ****

Odkąd ten wypadek miał zdarzenie nie miałam kontaktu z Harry'm. Nadszedł dzień pogrzebu. Za cały pogrzeb, pochówek płacił Mark bo Greg czekał tylko i wyłącznie na spadek.   Ojciec kilka razy dzwonił, ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Razem z Nicki wstałyśmy około 10 i się ogarnęłyśmy. Po raz pierwszy użyłam tuszu do rzęs. Ubrałam się w to. Nicole założyła to.  Stypa u Marka. Ok. 12 pojechaliśmy do kościoła. Spotkałam tam resztę rodziny. Wszyscy mnie wyściskali i mówili że będzie dobrze. Byli także rodzice Nicole i Madi wraz z rodzicami. Madi wyglądała nie najlepiej. U niej też problemy i to nie byle jakie. Jej rodzice jak wypija to ona nie odzywa się do nikogo przez tydzień. Ojciec ją kilka razy pobił. Chcieli zrobić z niej "kogoś" jak to jej tata powiedział kiedyś. Nicole jakoś nie całkiem gadała z rodzicami. W ciągu tych kilku dni rozmawiałyśmy bardzo dużo na temat wyjazdu do Londynu. Żeby tak zamieszkać. Postanowiłyśmy że na stypie pogadamy też o tym z Madi. Mark powiedział że by się zgodził, ale jakbym miała tam kogoś kto by mi pomógł jakby się coś działo. Ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Całą ceremonię przepłakałam razem z babcią.  Później pojechaliśmy do Mark'a.  Stypa. Norma jak norma. Przepłakałam prawie całą. Cała rodzina mnie wy przytulała i wszyscy mówili że będzie dobrze. Ja jednak myślę inaczej. Bez mamy już nie może być tak samo. Nikt mnie nie będzie pouczał jak ona, nikt mnie nie nauczy różnych rzeczy. Wszystkiego nauczyłam się od niej. Ojciec do mnie już nawet nie podchodził. Postanowiłam zamieszkać z Mark'iem. Nicole też na jakiś czas. Jej rodzice nie zdawali sobie sprawy jaką krzywdę jej tym zrobili. Madi jakaś cicha była. Nie odzywała się nic, a nic.  Podeszłam do niej.

- Ej, co się stało skarbie?-zapytałam.

- Bo wy mieszkacie tutaj, a ja muszę mieszkać z rodzicami. Oni ze mną nie rozmawiają tylko zgrywają dobrych rodziców jak coś nabroję.-powiedziała smutno.

- Ty też ? -zapytałam.

- Tak ja też.-odparła.

Ona tak samo jak i my mamy problemy z rodzicami.

- Mark czy Madi mogłaby zostać na kilka nocek tutaj ? -zapytałam brata.

- Jasne tylko żebyście nie odwalały nic. - odparł przyjaźnie.

Razem z Nicki poszłyśmy się przebrać i poszłyśmy do Madi po jej rzeczy.  Wyszłyśmy.

- Ja nie chcę mieszkać z rodzicami.-rozpłakała się po drodze Madi.

- Dlaczego ? -spytałam. Wiem że jest źle, ale nie sądziłam że aż tak.

- Bo oni. Zresztą sama zobacz.-powiedziała i pokazała nam siniaki na rękach i nogach. Nie wiedziałam że ją tam biją.  Przytuliłyśmy ją. Teraz już wiem. Ja nie chcę wracać do ojca i musimy trzymać się razem.

- Idziemy do ciebie teraz i bierzemy twoje rzeczy.-powiedziałam.

- Ale ja napewno nie będę przeszkadzała, przecież Mark ma rodzinę i wy tam jesteście nie będę przeszkadzała ? -zapytała.

- Ani trochę, przecież powiedział że możesz się zatrzymać u niego. - odparłam.

Jestem jeszcze całkiem przybita całą tą sytuacją. Dlaczego właśnie my trafiłyśmy na takich rodziców ? Rozumiem , ale ja dla swoich dzieci, których i tak nie będę miała nigdy taka nie będę. Doszłyśmy i boimy się wejść. Nie wiemy jak uniknąć awantury. Weszłyśmy i na całe szczęście rodzice Madi śpią. Poszłyśmy do niej i zaczęłyśmy pakować jej rzeczy do torby. Buty, ubrania, książki i wgl. Zeszłyśmy na dół. Madi postanowiła zostawić im kartkę że nie ma zamiaru dalej się z nimi męczyć.  Pomyślałam że ja też jeszcze wejdę do siebie i wezmę kilka rzeczy. Wzięłyśmy rzeczy Madi i poszłyśmy do mnie. Drzwi są otwarte. Weszłyśmy do salonu a tam widok.... Załamałam się. Mój ojciec leży nieżywy na kanapie. Skąd wiem że nieżywy? Bo widać że nie oddycha. Łzy po raz kolejny zaczęły lecieć mi z oczu. Zadzwoniłyśmy po karetkę. Przyjechali po kilku minutach tak samo jak Mark, którego zawiadomiłam zaraz po zadzwonieniu do szpitala. Przytulił mnie i spytał jak to się stało. Opowiedziałam mu że tak leżał jak weszłyśmy. Poszłam na górę i wzięłam kilka rzeczy. Właściwie to wszystkie. Jestem ciekawa co się ze mną teraz stanie skoro moi rodzice nie żyją. To znaczy ojca może da się odratować, ale szczerze wątpię. Zapłakana zeszłam na dół i poprosiłam brata żeby wziął resztę. Dziewczyny płakały razem ze mną.  Od kilku dni nie rozmawiam z Harry'm załamka. W końcu będę musiała jakoś porozmawiać z nim. Mark zawiózł nas do siebie, a sam pojechał do szpitala. Weronika żona Mark'a od razu mnie przytuliła. Poszłyśmy z dziewczynami do naszego pokoju i położyłyśmy się spać.

***Następny dzień***

Obudziłam się z płaczem. Jak od wypadku mamy. Dzisiaj zadzwonię do Hazzy. Muszę dać znak życia. Jestem sama w pokoju czyli dziewczyny już wstały. Jest 6:25. Od tych kilku dni wstaję bardzo wcześnie.  Poniedziałek i trzeba iść do szkoły. Zeszłam na dół i tak jak myślałam dziewczyny razem z Mark'iem siedzą w kuchni.

- Hej.-przywitałam się cicho poprzez płacz.

- Hej...-odparli wszyscy smutno.

- I co z nim?-zapytałam kierując wzrok ku bratu.

- On, on on - jąka się Mark-on nie żyje.-skończył.

Popłakałam się jak małe dziecko. Przytuliłam się do brata i zaraz do uścisku dołączyły dziewczyny. Nie mogę pohamować łez. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu.

- Nie idziesz dziś do szkoły.-oznajmił mi Mark.

- Dlaczego ? -zapytałam.

- Nie jesteś w stanie na naukę. Pójdziesz w przyszłym tygodniu, a wy dziewczyny albo idziecie albo możecie tylko dzisiaj z nią zostać w domu.-powiedział.

- My z nią zostaniemy i jutro pójdziemy-powiedziała Nicki.

Poszłam z płaczem do naszego pokoju. Mark ma kilka wolnych pokoi, ale my wolimy spać razem. W Londynie jest 5:40 więc zadzwonię do Harolda później.  Położyłam się i zasnęłam.

Obudziłam się. Paczam na zegarek 10:30. Dobra, mogę wstać. Zawsze zastanawiałam się jak to jest stracić dwie ważne osoby. Teraz już wiem.  W ciągu ostatnich kilku dni uświadomiłam sobie jak bardzo mi zależało na matce. Na ojcu prawie wcale. Ja nie tolerowałam tego człowieka. Ale żeby nie było też go opłakuję. Zeszłam na dół. Dziewczyny siedzą i oglądają teleiwizję. Weszłam do kuchni i wzięłam wodę.  Usiadłam obok nich.

- Jak się czujesz? zapytała Kate.

- Znośnie..-odparłam.
Nicki mnie przytuliła.

- Idę coś zjeść.-oznajmiłam po chwili.

Wróciłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapki z dżemem truskawkowym i kakałko. Wróciłam do dziewczyn i zjadłam przy nich żeby mi uwierzyły że coś jadłam. Odstawiłam naczynia do zmywarki. Poszłam do pokoju. Spoko w Londynie jest 10:00. Wzięłam telefon i wysłałam Harry'emu sms-a czy już nie śpi. Na odpowiedź nie czekałam długo napisał że może ze mną nawet na Skype porozmawiać bo mają wolne. Wzięłam laptopa i położyłam się z nim na łóżku. Chwilę czekam i zaraz na ekranie pojawia się mordka Hazzy. Od razu jakoś lepiej mi się zrobiło.

Dlaczego się nie odzywałaś tyle czasu?-pierwsze pytanie skierowane do mnie.

Wytłumaczyłam mu przez płacz to co się wydarzyło w ostatnich dniach.  Pocieszał mnie i sam się popłakał. Jak on zaczął płakać byłam pewna swoich uczuć co do niego. On zawsze ze mną płacze, zawsze się ze mną śmieje itd.  Normalnie lepszego człowieka nie znam.  Opowiedziałam mu że przez cały tydzień mam zostać w domu. Ucieszył się jak mu to powiedziałam bo mają cały tydzień wolny, a potem trasa po Europie. Zdradził mi w sekrecie że będą w Warszawie i że na pewno mnie odwiedzą. Zaraz obok niego na ekranie pojawił się Louis, który zaczął za głową Harry'ego robić dziwne miny. Po raz pierwszy od dłuższego czasu się zaśmiałam. Harry skarcił Lou wzrokiem. Tamten postawił krzesło obok Hazzy i usiadł na nim. I w ten sposób przegadaliśmy cały dzień. Wieczorem dziewczyny przyszły i gadały z nami. Chłopaki zawołali jeszcze resztę i już mieliśmy rozmowę w siódemkę. Zayn cały czas gapił się w stronę Nicki, a Niall w stronę Madi. Jak to zauważyłam od razu spojrzałam porozumiewawczo na Hazzę. Zaczęliśmy się śmiać. Czuję się dużo lepiej odkąd ich zobaczyłam. Zrobiło się późno i Mark kazał nam iść spać. Z ciekawości spojrzał mi w ekran i zobaczył piątke kolesi. Jak chłopcy go zobaczyli powiedzieli mu jedncześnie : Hello!  Mark poszedł przyszedł Wictor. Wszedł na łóżko i usiadł mi na kolanach. Chłopaki zaczęli się wypytywać ile ma lat i takie te. Odpowiedziałam im że Wictor ma 2 lata i jest synem Mark'a. Mały spojrzał na nich, a potem na moją ścianę z plakatami. Od razu skojarzył ich. Wziął płytę Up All Night i pokazał najpierw na płytę potem na chłopaków.  Musiałam mu wytłumaczyć wszystko, a i tak pewnie nic nie zrozumiał. Wictor poszedł spać do siebie, a my jeszcze chwilę gadałyśmy z chłopakami, Nicole i Zayn wymienili się numerami tak samo jak Niall z Madi. Coś przeczuwam że może coś z tego wyjść. Pożegnałyśmy się i zasnęłyśmy.

Rozdział #7 ..."Moje Życie Nie Mów Mi Co Mam Robić ! ..."

   Dzień za dniem mijają tak samo. Z dnia na dzień tęsknię coraz bardziej. Staram się żyć normalnie, ale z dnia na dzień jest coraz trudniej. Podczas jego pobytu tutaj strasznie się zbliżyliśmy do siebie. Zaczęłam znowu tańczyć. Jedynymi osobami widzącymi co się ze mną dzieje są Nicole, Madi, Kamil i Kacper. Moi rodzice jak zawsze twierdzą że praca jest najważniejsza. Ja bym mogła być chora na jakiegoś tyfusa , a oni by mi kazali siedzieć samej w domu. Norma, jak zawsze mają mnie gdzieś. Nie raz zagroziłam że się wyprowadzę, ale im to wali. Przyzwyczaiłam się. Codziennie rano zawsze myślę jakby to było jakbym poleciała do Londynu. Lecz nie sama z dziewczynami. Im też nie jest zbyt dobrze. U mnie jeszcze jest przerąbane to że ojciec czasami lubi wypić przez co ja idę na noc do Nicole.Nie ma dnia żebym nie uroniła łez. Wszyscy myślą: Ta to ma życie udane, rodzice mają własną firmę, ma przyjaciół i w ogóle. Wcale tak nie jest. No dobra rodzice bogaci, mam przyjaciół, ale czy pieniądze się liczą zawsze i wszędzie? Odwieczne życiowe pytanie. Lecz przerywając moje przemyślenie przejdźmy do tego co się dzieje.

   Wstałam ok. 12. Wyszłam na balkon zaczerpnąć porannego powietrza. Kolejny ciepły dzień. Tak, od jego wyjazdu minęły 2 tygodnie.  Staram się nie używać imienia Harry ponieważ jak je słyszę to od razu chce mi się płakać. Zaczynam o nim myśleć, a wtedy zawsze wpadam w kłopoty. Wczorajszego wieczoru gadałam z Louis'em. Powiedział że Harry zrobił się jakiś nieobecny odkąd przyleciał z Polski. Nie wiem co mam o tym myśleć. Ale dobra może kiedyś mi opowie o co chodzi. Moje wszelkie przemyślenia przerwała Madi, która właśnie weszła do mego pokoju.

- Hej skarbie.-przywitała się ze mną przyjaciółka.

- Hej.-odparłam.|

- Co dzisiaj robimy ?-zapytała.

- Ja to bym poszła po sklepach połazić.-oznajmiłam.

- To idź się ogarnij i idziemy. -odparła z entuzjazmem przyjaciółka.

Ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się. Włosy związałam w wysoką kitkę. Poszłam do garderoby po ubrania.. . Ubrałam się i wróciłam do pokoju.

- No teraz wyglądasz jak człowiek.-powiedziała przyjaciółka zerkając na mnie.

- Dzięki.-odparłam.

Na lewą rękę założyłam czerwoną bandamkę. . Ze względu na rany po samookalaczaniu się. Mądre rozwiązanie to to nie było, ale dawało wielką ulgę. Nie tylko ja mam takie ślady. Nicole i Madi też.

- Dobra , jeszcze pójdę zjem coś i możemy wychodzić.-oznajmiłam.

- JEDZENIE!!!!-wydarła się Madi.

Nie ma dnia, godziny, minuty , a nawet sekundy żeby Madi nie była głodna. Ona zje zawsze i wszędzie wszystko.  Zeszłam na dół, gdzie już buszuje Madi. Zrobiła sobie kanapki z Nutellą , a ja zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Zjadłyśmy, wzięłam pieniądze i zamknęłam dom. Poszłyśmy po Nicki. Na całe szczęście już była gotowa. Tak więc już od kilku minut idziemy ulicami Warszawy. Cudowne słońce grzeje nam w twarze. Dobrze, że w torbie, którą wzięłam zostały okulary przeciwsłoneczne.

Pochodziłyśmy po sklepach. Po jakimś czasie jak to norma, zrobiłyśmy się głodne. Poszłyśmy do Subway. Jak zawsze, tylko tam. Zamówiłyśmy kanapki i usiadłyśmy przy wolnym stoliku. Po kilku minutach podeszło do nas kilka dziewczyn. Directionerki, stwierdziłam patrząc na ich koszulki.

- Abiagail?-zapytała jedna.

- Tak, a jakiś problem?-odparłam.

- Tak. problem.-odpowiedziała druga.

- Jaki?-zapytałam.

- Masz się odwalić od Harry'ego.-sykneła.

- Bo co?-zapytałam kpiąco.

-Harry jest nasz. Możesz nadal być Directionerką, ale daj mu spokój.-powiedziała.

- Bój bo się posłucham.-odparłam śmiejąc się.

Tamta podeszła do mnie i uderzyła w twarz.

-Daj mu spokój.-syknęła blondyna.

Oddałam jej dwa razy mocniej.

- Mówiłam już chyba że mam was gdzieś.-powiedziałam.

- Lepiej daj mu spokój.-syknęła kolejna.

Nie wiedziałam, która co gada bo jednak było ich około 7.

- Moje życie nie mów mi co mam robić!.-odparłam już zdenerwowana.

- Nie chcemy żeby Harry zadawał się z taką szmatą jak ty.-powiedziała "groźnie".

Jej się wydawało że ja się wystraszę.  Myliła się i to bardzo.

- Po pierwsze szmatą to może ty jesteś, po drugie to jest moje życie i nikt nie będzie mi mówił z kim mam się zadawać. I lepiej uważaj bo ta rozmowa źle się skończy dla ciebie i twoich kumpeli.-powiedziałam wrednie.

Zwinęły się i poszły.

- Ej, wszystko w porządku?-spytała Madi.

- Tsa.-odparłam.

Piekła mnie twarz. Nie na tyle żeby mi coś było. Zjadłyśmy i ruszyłyśmy z powrotem do domu.  Jak wyszłyśmy okazało sie że 17 jest.  Wróciłyśmy do domów. Weszłam do siebie na podwórko i już wiedziałam że coś jest nie tak jak trzeba.  Miałam racje.Jak weszłam do domu mój ojciec siedział zapity na kanapie.

- Coś się stało?-zapytałam.

- Twoja matka nie żyje.-wybulgotał.

- Że Co ?!?!?!-wydarłam się.

- Nie drzyj mi się tutaj.-powiedział podniesionym głosem.

- Ale co się stało?-spytałam.

Nie chciałam wierzyć mu to co powiedział. Zawsze jak był pijany wymyślał różne rzeczy. Chciałam żeby i tamtym razem tak było.

- Gadaj se z babką.-odparł oschle.

Pobiegłam do swojego pokoju i wyjęłam z kieszeni telefon. Zadzwoniłam do babci. Niestety potwierdziła to co powiedział ojciec. Rozłączyłam się i opadłam z płaczem na łóżko. Nie wiedziałam co mam robić. Ojciec nie da sobie ze mną rady, a ja jeszcze nie jestem pełnoletnia.  Postanowiłam pójść porozmawiać z Nicole. Jak zeszłam na dół mój ojciec  wstał i podszedł do mnie.

- To wszystko twoja wina !-wydarł mi się prosto w twarz.

- Niby dlaczego. To ty zawsze miałeś nas gdzieś. Byłyśmy tak naprawdę same. Interesowało Cię tylko to żeby się schlać.-odparłam.

Uderzył mnie w twarz.  Łzy zaczęły mi płynąć z oczu jeszcze bardziej niż wcześniej. Wybiegłam z domu i pobiegłam do Nicki.  Jak zapukałam usłyszałam kłótnię. Jej rodzice się napili. Nicole wybiegła z domu i złapała mnie za rękę.  Pobiegłyśmy w stronę skateparku. Jak dobiegłyśmy obie usiadłyśmy na chodniku z płaczem.

- Wiem co się stało skarbie.-powiedziała przez łzy i mocno przytuliła. Rozpłakałam się na dobre. Miałam wtedy wszystko gdzieś nic mnie nie interesowało. Tylko żeby wyjechać , gdzieś nie wiadomo gdzie i zostawić wszystkie problemy tutaj w Polsce. Moja matka zginęła w wypadku samochodowym.  Jakiś tir jechał za szybko, przejechał na czerwonym i w tym samym momencie moja mam jechała samochodem. Tir zgniótł cały samochód nie dając szans na przeżycie mojej mamie. Załamałam się całkowicie.  Posiedziałyśmy tak jeszcze ze 3 godziny płacząc. Nie chciałam wracać do domu, ale jednak musiałam. Po drodze do głowy wpadł mi pomysł żeby zadzwonić do Mark'a. Nigdy do Greg'a. Mark i Greg to moi starsi bracia. Są starsi o 10 lat.  Greg jest chamem, myśli tylko o sobie zawsze upokarzał mnie jak tylko nadarzała się okazja. Mark zawsze mi pomagał z problemami. Tak więc zadzwoniłam do niego. Po kilku minutach podjechał po nas. Nicole też zostaje u niego na noc. Najpierw podjechaliśmy do mnie i wzięłam swoje rzeczy. Potem poszedł z Nicki do niej bo jej rodzice byli ostro pijani. Jak zawsze kłótnia i tu i tu, ale jakoś będzie.  Wsiadłyśmy z nim do samochodu i pojechaliśmy do niego.  Miał cały czas zaszklone oczy. Też płakał. Ja i Mark byliśmy najbardziej zżyci z mamą. Jak dojechaliśmy wysiadłyśmy nie odzywając się nic a nic. Weszłyśmy i w środku powitała nas jego żona Weronika. Ona też płakała. Masakryczny widok. Mały już spał nie dziwię się bo była już 22. Poszłyśmy do pokoju, w którym zawsze nocujemy u nigo i poszłyśmy do łazienki się ogarnąć. Postanowiłyśmy spać razem. Nie miałam nawet chęci na rozmowę z Hazzą. Około 12 w nocy zasnęłyśmy.

--------------------------------------

Przepraszam znowu że tak długo nic nie wstawiałam, ale okropne problemy z internetem. Albo jest, albo nie ma. A jak jest to przez godzinę. Więc przepraszam teraz będę wstawiała jak tylko będę miała czas i oczywiście neta. Jak się podoba ?

Tytuł został wymyślony przez moją przyjaciółkę.

Jak myślicie ? Co się dalej wydarzy?

Czy Abigail i Harry się jeszcze spotkają ?

ZOSTAW KOMENTARZ !