piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział #7 ..."Moje Życie Nie Mów Mi Co Mam Robić ! ..."

   Dzień za dniem mijają tak samo. Z dnia na dzień tęsknię coraz bardziej. Staram się żyć normalnie, ale z dnia na dzień jest coraz trudniej. Podczas jego pobytu tutaj strasznie się zbliżyliśmy do siebie. Zaczęłam znowu tańczyć. Jedynymi osobami widzącymi co się ze mną dzieje są Nicole, Madi, Kamil i Kacper. Moi rodzice jak zawsze twierdzą że praca jest najważniejsza. Ja bym mogła być chora na jakiegoś tyfusa , a oni by mi kazali siedzieć samej w domu. Norma, jak zawsze mają mnie gdzieś. Nie raz zagroziłam że się wyprowadzę, ale im to wali. Przyzwyczaiłam się. Codziennie rano zawsze myślę jakby to było jakbym poleciała do Londynu. Lecz nie sama z dziewczynami. Im też nie jest zbyt dobrze. U mnie jeszcze jest przerąbane to że ojciec czasami lubi wypić przez co ja idę na noc do Nicole.Nie ma dnia żebym nie uroniła łez. Wszyscy myślą: Ta to ma życie udane, rodzice mają własną firmę, ma przyjaciół i w ogóle. Wcale tak nie jest. No dobra rodzice bogaci, mam przyjaciół, ale czy pieniądze się liczą zawsze i wszędzie? Odwieczne życiowe pytanie. Lecz przerywając moje przemyślenie przejdźmy do tego co się dzieje.

   Wstałam ok. 12. Wyszłam na balkon zaczerpnąć porannego powietrza. Kolejny ciepły dzień. Tak, od jego wyjazdu minęły 2 tygodnie.  Staram się nie używać imienia Harry ponieważ jak je słyszę to od razu chce mi się płakać. Zaczynam o nim myśleć, a wtedy zawsze wpadam w kłopoty. Wczorajszego wieczoru gadałam z Louis'em. Powiedział że Harry zrobił się jakiś nieobecny odkąd przyleciał z Polski. Nie wiem co mam o tym myśleć. Ale dobra może kiedyś mi opowie o co chodzi. Moje wszelkie przemyślenia przerwała Madi, która właśnie weszła do mego pokoju.

- Hej skarbie.-przywitała się ze mną przyjaciółka.

- Hej.-odparłam.|

- Co dzisiaj robimy ?-zapytała.

- Ja to bym poszła po sklepach połazić.-oznajmiłam.

- To idź się ogarnij i idziemy. -odparła z entuzjazmem przyjaciółka.

Ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się. Włosy związałam w wysoką kitkę. Poszłam do garderoby po ubrania.. . Ubrałam się i wróciłam do pokoju.

- No teraz wyglądasz jak człowiek.-powiedziała przyjaciółka zerkając na mnie.

- Dzięki.-odparłam.

Na lewą rękę założyłam czerwoną bandamkę. . Ze względu na rany po samookalaczaniu się. Mądre rozwiązanie to to nie było, ale dawało wielką ulgę. Nie tylko ja mam takie ślady. Nicole i Madi też.

- Dobra , jeszcze pójdę zjem coś i możemy wychodzić.-oznajmiłam.

- JEDZENIE!!!!-wydarła się Madi.

Nie ma dnia, godziny, minuty , a nawet sekundy żeby Madi nie była głodna. Ona zje zawsze i wszędzie wszystko.  Zeszłam na dół, gdzie już buszuje Madi. Zrobiła sobie kanapki z Nutellą , a ja zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Zjadłyśmy, wzięłam pieniądze i zamknęłam dom. Poszłyśmy po Nicki. Na całe szczęście już była gotowa. Tak więc już od kilku minut idziemy ulicami Warszawy. Cudowne słońce grzeje nam w twarze. Dobrze, że w torbie, którą wzięłam zostały okulary przeciwsłoneczne.

Pochodziłyśmy po sklepach. Po jakimś czasie jak to norma, zrobiłyśmy się głodne. Poszłyśmy do Subway. Jak zawsze, tylko tam. Zamówiłyśmy kanapki i usiadłyśmy przy wolnym stoliku. Po kilku minutach podeszło do nas kilka dziewczyn. Directionerki, stwierdziłam patrząc na ich koszulki.

- Abiagail?-zapytała jedna.

- Tak, a jakiś problem?-odparłam.

- Tak. problem.-odpowiedziała druga.

- Jaki?-zapytałam.

- Masz się odwalić od Harry'ego.-sykneła.

- Bo co?-zapytałam kpiąco.

-Harry jest nasz. Możesz nadal być Directionerką, ale daj mu spokój.-powiedziała.

- Bój bo się posłucham.-odparłam śmiejąc się.

Tamta podeszła do mnie i uderzyła w twarz.

-Daj mu spokój.-syknęła blondyna.

Oddałam jej dwa razy mocniej.

- Mówiłam już chyba że mam was gdzieś.-powiedziałam.

- Lepiej daj mu spokój.-syknęła kolejna.

Nie wiedziałam, która co gada bo jednak było ich około 7.

- Moje życie nie mów mi co mam robić!.-odparłam już zdenerwowana.

- Nie chcemy żeby Harry zadawał się z taką szmatą jak ty.-powiedziała "groźnie".

Jej się wydawało że ja się wystraszę.  Myliła się i to bardzo.

- Po pierwsze szmatą to może ty jesteś, po drugie to jest moje życie i nikt nie będzie mi mówił z kim mam się zadawać. I lepiej uważaj bo ta rozmowa źle się skończy dla ciebie i twoich kumpeli.-powiedziałam wrednie.

Zwinęły się i poszły.

- Ej, wszystko w porządku?-spytała Madi.

- Tsa.-odparłam.

Piekła mnie twarz. Nie na tyle żeby mi coś było. Zjadłyśmy i ruszyłyśmy z powrotem do domu.  Jak wyszłyśmy okazało sie że 17 jest.  Wróciłyśmy do domów. Weszłam do siebie na podwórko i już wiedziałam że coś jest nie tak jak trzeba.  Miałam racje.Jak weszłam do domu mój ojciec siedział zapity na kanapie.

- Coś się stało?-zapytałam.

- Twoja matka nie żyje.-wybulgotał.

- Że Co ?!?!?!-wydarłam się.

- Nie drzyj mi się tutaj.-powiedział podniesionym głosem.

- Ale co się stało?-spytałam.

Nie chciałam wierzyć mu to co powiedział. Zawsze jak był pijany wymyślał różne rzeczy. Chciałam żeby i tamtym razem tak było.

- Gadaj se z babką.-odparł oschle.

Pobiegłam do swojego pokoju i wyjęłam z kieszeni telefon. Zadzwoniłam do babci. Niestety potwierdziła to co powiedział ojciec. Rozłączyłam się i opadłam z płaczem na łóżko. Nie wiedziałam co mam robić. Ojciec nie da sobie ze mną rady, a ja jeszcze nie jestem pełnoletnia.  Postanowiłam pójść porozmawiać z Nicole. Jak zeszłam na dół mój ojciec  wstał i podszedł do mnie.

- To wszystko twoja wina !-wydarł mi się prosto w twarz.

- Niby dlaczego. To ty zawsze miałeś nas gdzieś. Byłyśmy tak naprawdę same. Interesowało Cię tylko to żeby się schlać.-odparłam.

Uderzył mnie w twarz.  Łzy zaczęły mi płynąć z oczu jeszcze bardziej niż wcześniej. Wybiegłam z domu i pobiegłam do Nicki.  Jak zapukałam usłyszałam kłótnię. Jej rodzice się napili. Nicole wybiegła z domu i złapała mnie za rękę.  Pobiegłyśmy w stronę skateparku. Jak dobiegłyśmy obie usiadłyśmy na chodniku z płaczem.

- Wiem co się stało skarbie.-powiedziała przez łzy i mocno przytuliła. Rozpłakałam się na dobre. Miałam wtedy wszystko gdzieś nic mnie nie interesowało. Tylko żeby wyjechać , gdzieś nie wiadomo gdzie i zostawić wszystkie problemy tutaj w Polsce. Moja matka zginęła w wypadku samochodowym.  Jakiś tir jechał za szybko, przejechał na czerwonym i w tym samym momencie moja mam jechała samochodem. Tir zgniótł cały samochód nie dając szans na przeżycie mojej mamie. Załamałam się całkowicie.  Posiedziałyśmy tak jeszcze ze 3 godziny płacząc. Nie chciałam wracać do domu, ale jednak musiałam. Po drodze do głowy wpadł mi pomysł żeby zadzwonić do Mark'a. Nigdy do Greg'a. Mark i Greg to moi starsi bracia. Są starsi o 10 lat.  Greg jest chamem, myśli tylko o sobie zawsze upokarzał mnie jak tylko nadarzała się okazja. Mark zawsze mi pomagał z problemami. Tak więc zadzwoniłam do niego. Po kilku minutach podjechał po nas. Nicole też zostaje u niego na noc. Najpierw podjechaliśmy do mnie i wzięłam swoje rzeczy. Potem poszedł z Nicki do niej bo jej rodzice byli ostro pijani. Jak zawsze kłótnia i tu i tu, ale jakoś będzie.  Wsiadłyśmy z nim do samochodu i pojechaliśmy do niego.  Miał cały czas zaszklone oczy. Też płakał. Ja i Mark byliśmy najbardziej zżyci z mamą. Jak dojechaliśmy wysiadłyśmy nie odzywając się nic a nic. Weszłyśmy i w środku powitała nas jego żona Weronika. Ona też płakała. Masakryczny widok. Mały już spał nie dziwię się bo była już 22. Poszłyśmy do pokoju, w którym zawsze nocujemy u nigo i poszłyśmy do łazienki się ogarnąć. Postanowiłyśmy spać razem. Nie miałam nawet chęci na rozmowę z Hazzą. Około 12 w nocy zasnęłyśmy.

--------------------------------------

Przepraszam znowu że tak długo nic nie wstawiałam, ale okropne problemy z internetem. Albo jest, albo nie ma. A jak jest to przez godzinę. Więc przepraszam teraz będę wstawiała jak tylko będę miała czas i oczywiście neta. Jak się podoba ?

Tytuł został wymyślony przez moją przyjaciółkę.

Jak myślicie ? Co się dalej wydarzy?

Czy Abigail i Harry się jeszcze spotkają ?

ZOSTAW KOMENTARZ !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz