czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział #12 ...." My Superhero"....

Rozdział dedykowany mojej kochanej przyjaciółce Emilii :D
To ona zmusiła mnie do dodania tego :D

---------------------------------

Po jakimś czasie siedzenie w pokoju stwierdziłam że trzeba się ogarnąć. Poszłam do łazienki i rozczesałam włosy. Rzęsy lekko przeciągnęłam tuszem i poszłam do garderoby. Szybko wybrałam to. Jak zeszłam na dół to weronika pomagała Mark'owi nakrywać do stołu. Greg'a już nie było. Brzuch zaczął boleć mnie jeszcze bardziej. Nie dlatego że się denerwuję tylko dlatego że coś ma się stać. Zaraz z góry zeszły dziewczyny nie sądziłam że ubiorą się tak normalnie.  Razem z nimi zszedł Wictor w czerwonych spodniach i koszulce w biało-granatowe paski. Zaczęłam pomagać Weronice aż ktoś zadzwonił do drzwi myślałam że to może chłopaki już, ale się myliłam. Poszłam otworzyć, a tam stał pijany Greg.
- Oddawaj pieniądze szmato!!!-krzyknął i złapał mnie za szyję wbijając paznokcie.
Dziewczyny odciągnęły Wictora jak najdalej. Greg przycisnął mnie do ściany. Nie mogłam złapać oddechu. Zaraz z kuchni wybiegł Mark i próbował odciągnąć Greg'a ode mnie. Mark dostał w twarz i zaczęli się szarpać. Ja nie mogąc złapać oddechu opadłam na podłogę. Mark dostał czymś w głowę i upadł. Greg wrócił do mnie i znowu przygniótł mnie do ściany.
- Oddawaj te pieniądze!-krzyknął mi znowu w twarz.
W ty momencie weszło pięciu że tak powiem bohaterów. Harry jak zauważył co się dzieje podbiegł do Greg'a uderzył z pięści w twarz i przewrócił go. Ja znowu opadłam na podłogę, a oni zaczęli go w sześciu bić. W końcu Louis z Harry'm wzięli go "za fraki" i wyrzucili za drzwi. Czułam jak po mojej szyi ścieka krew. Tamten idiota wbił mi paznokcie tak że będę miała rany na całej szyi.
- Podaj moje wziewy!-krzyknął Mark do Weroniki.
Tak Mark ma astmę i jego leki zawsze działają na mnie jak mam problem z oddychaniem. Zaraz podali mi te wziewy i spokojnie mogłam wziąć oddech. Łkałam i dławiłam się łzami. Harry podszedł do mnie, podniósł i przytulił mówiąc do ucha że już wszystko jest dobrze. Po kilkunastu minutach wszyscy się uspokoili. Spojrzałam na chłopaków. Każdy z nich miał poobijaną buźkę. Zaśmiałam się widząc ich w takim stanie. Wszystko przez taka idiotkę jak ja. Usiadłam na kanapie obok Wictora i dziewczyn. Wictor przysunął się do mnie i mocno przytulił.
- Dziękuję.-powiedziałam patrząc na chłopaków.
- Nie ma za co.-odpali chórem.
- Weronika przynieś schabowe.-powiedział Mark.
Przyniosła" mrożone mięso schabowe. Każdy z chłopaków dostali po jednym i każdy z nich przyłożył sobie do oka. Harry i Louis byli najbardziej poobijani. Obaj mieli rozcięte wargi i Harry miał jeszcze rozcięty łuk brwiowy. Jednak nie było aż tak źle. Weronika przyniosła waciki i wodę utlenioną. Wzięłam jeden wacik i przysunęłam się do Harry'ego. Zaczęłam mu przemywać rany. On zaraz wziął drugi i zaczął przemywać mi rany na szyi. Oboje syknęliśmy z bólu. Spojrzał mi prosto w oczy, widać było że się o mnie bał. Patrzył na mnie z czułością i troską, a zarazem z tęsknotą.  Minęło pół godziny i chłopaki wyglądali normalnie. Wtedy usiedliśmy do stołu. Wszystko było dobrze do momentu kiedy Niall zapytał:
- Co się stało że tak na ciebie napadł?
Postanowiłam mu odpowiedzieć.
- Wiecie ze nasi rodzice nie żyją. No nie?
- No wiemy.-odparł Liam.
- Chodzi o to że każdy z nas dostał coś w spadku po nich. Ja dostałam akurat wszystkie pieniądze jakie mieli. Greg usłyszał jak mówiłam ile tam tego jest. -opowiedziałam im.
- Przepraszam że pytam, ale w takim razie ile tam tego jest? - zapytał Zayn.
- 23 miliony funtów.-odparłam.
Zrobili wielkie oczy. Wiem że wcale nie jest mało.
- Nieźle.-odparł Lou.
Potem rozmowa toczyła się normalnie.
- A gdzie Eleanor i Danielle?-zapytała Madi.
No tak miały z nimi przylecieć.
- Musiały jeszcze załatwić coś w Londynie i przylecą jutro.-odpowiedział Lou.
- Harry co się nie odzywasz ?-zapytałam. Tak cicho siedział.
- Nie wiem, tak jakoś.-odparł i się uśmiechnął.
Z racji tego że siedziałam obok niego położyłam mu głowę na ramieniu. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Objął mnie ramieniem.
- A wiesz Abs że Hazza cały czas o tobie gadał.-powiedział Liam.
- Tak?-zapytałam się patrząc na Hazze.
- No wiesz, no może...Tak trochę....-zaczął się jąkać.
Wszyscy się zaśmiali, a ja dałam mu buziaka w policzek.
Siedzieliśmy tak jeszcze długo. Koło północy chłopcy zaczęli się zbierać. Pożegnaliśmy się z nimi. Jak poszli ja poszłam do łazienki się umyć. Przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod ciepłą kołderkę. Zaraz wskoczyły do mnie Nicki i Madi i niedługo potem zasnęłyśmy.





____________________________________________________

Proszę obiecany rozdział :D
Co się dalej wydarzy?
Dowiecie się w sobotę :D


SWAG SWAG !
Abigail xoxoxoxoxo






UWAGA !!!!!!

Witam was Kochani!
Jeśli ktoś chcę być informowany o nowych rozdziałach to proszę o lajka na stronie na facebooku : Na widok Zayna miękną mi kolana.  Tam jestem adminką i piszę tam zawsze jak jest nowy rozdział :) Niestety nie proszę o nicki do twittera ponieważ mój kochany braciszek założył mi blokadę rodzicielską i mam zablokowanego Twittera :( Tak więc zaglądajcie na tamtą stronkę tam zawsze informuję :)

SWAG SWAG !
Abigail xoxoxoxoxo

Rozdział #11 ...." Holidays!!!!".....

***********************
Tak to już dzisiaj. Zakończenie roku szkolnego! Wstałam w nadzwyczaj dobrym humorze. Zauważyłam że, któraś jest już w łazience. Weszłam i zastałam tam Nicole myjącą zęby jak mnie zobaczyła zaczęła się śmiać. Razem się ogarnęłyśmy i wyszłyśmy z łazienki. Wychodząc zauważyłyśmy Madi, która wychodziła z łazienki Mark'a.
- Ta menda nie chciała mnie wpuścić do łazienki do poszłam do Mark'a!- krzyknęła Madi pokazując palcem na Nicki.
Tamta się tylko zaśmiała i poszła się ubrać. Ja ubrałam się w to. Zeszłam na dół, gdzie czeka już Mark ze śniadaniem. To nie jest zwykłe zakończenie roku. Dzisiaj kończymy gimnazjum ! A za tydzień chłopaki z 1D przyjeżdżają.Zjadłyśmy kanapki i razem z Mark'iem, Weroniką i Wictorem wsiedliśmy do samochodu. Całą drogę jarałyśmy się tym zakończeniem. Oczywiście jak mnie plastiki zobaczyły to nie obyło się bez kłótni, ale jednak nie dałam popsuć sobie humoru. Wszyscy zajęli swoje miejsca i się zaczęło. Rozdanie świadectw. Dostałam świadectwo z wyróżnieniem tak samo ja Nicole i Madi.Po zakończeniu jak zawsze dla uczczenia poszliśmy na lody. Jak wróciliśmy do domu od razu przebrałam się.   Wzięłam telefon i napisałam do Harolda.

"Co się nie odzywasz ? Ranisz mnie :( "

Zeszłam na dół. Jak Nicki mnie zobaczyła to zagwizdała zalotnie. Walnęłam ją w ramie.
- Fajne bransoletki. - powiedziała patrząc mi na rękę.
- Dzięki.-odparłam.
Zaraz podbiegł do nas Wictor i zaczął nas ciągnąć za ręce i pokazując że mamy iść na dwór. Wyszłyśmy z nim i zobaczyłyśmy że Mark rozstawił trampolinę. Zaraz przybiegła do nas Madi i we czwórkę zaczęliśmy skakać. Wictor co chwilę się przewracał, a ja co chwilę potykałam się o nogi Nicole. Skakałyśmy dobre 2 godziny i zeszłyśmy padnięte. Wyjęłam telefon z kieszeni i zobaczyłam że dostałam sms'a od Harolda.


" Przepraszam,ale mieliśmy sesję i nie miałem jak się odezwać. Naprawdę proszę nie obrażaj się. Przepraszam :* "


Nie wiem dlaczego, ale strasznie lubię jak chłopak mnie przeprasza. Uśmiechnęłam się do telefonu i odpisałam mu że nic się nie stało. Nie mogę się doczekać aż przyjadą. Jeszcze tylko tydzień. Nicole i Madi chodzą jak naćpane odkąd się dowiedziały że chłopaki mają przylecieć. 
Jeszcze większą radochę mam z tego że najprawdopobniej Mark ma otworzyć kolejną restaurację. Tylko że w Londynie !!! Czyli to by miało oznaczać przeprowadzkę. Madi i Nicole też by się przeprowadziły. Mark zyskał pieniądze dzięki rzeczom, które dostał w spadku po rodzicach. Zostawił tylko jeden naszyjnik, który mama miała na ślubie.  Tak Mark na sieć najsławniejszych na całym świecie restauracji. Ma kilka restauracji w USA, Japonii, Nowej Zelandii i ma nawet kilka w Irlandii no i naturalnie w Polsce. Jeszcze tylko jakby miał w Londynie to miałabym taką radochę jak nigdy. A jak byśmy się przeprowadzili to ja, Madi i Nicki byśmy mieszkały same.
Wracając do tego co jest.
Zeszliśmy z trampoliny i poszliśmy na obiad. Genialny kurczak a'la Mark.Potem znowu wróciłyśmy na trampolinę. Wieczorem zadzwonił Harry i gadaliśmy do 3 nad ranem. Potem tylko już zasnęłam.

***************
Już dziś przylatują chłopcy !!!!!!
Jakoś przeżyłam cały ten tydzień. Głównie na trampolinie. Dziewczyny wstały z wielkimi bananami na japach. Z samego rana zaczęły skakać po łóżku, zrzucając mnie z niego. Ja nic nie mówiąc wstałam z łózka i poszłam do łazienki się ogarnąć. Mimo tego że chłopacy mają przylecieć to czułam że wydarzy się coś złego.
Ból przeszywał całe moje ciało. Tak, znowu bolał mnie brzuch. Załamka, tylko ciekawe co się stanie. Ogarnęłam się i poszłam wybrać ubrania na ten dzień. Dziewczyny poszły się też ogarnąć na całe szczęście.
Po jakimś czasie wybierania ciuchów wybrałam to. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół i zjadłam płatki z mlekiem. Chłopcy wczoraj powiedzieli że w Polsce będą dopiero po południu, więc do mnie wpadną wieczorem. Mark postanowił zrobić kolację i sam nie może się doczekać kiedy ich pozna. Wzięłam laptopa i weszłam na facebooka, twittera itp. Wszędzie trąbią że 1D  do Polski przylatują. Zaśmiałam się widząc to wszystko. Potem Mark zawołał mnie, Nicole i Madi żebyśmy z nim na zakupy pojechały. Wzięłam moją ulubiona czarną torbę i wyszliśmy. Cały czas noszę przy sobie karty kredytowe rodziców. Jakoś mnie nie korci żeby sprawdzić ile tam jest pieniędzy. Jednak Mark powiedział żebym sprawdziła żebym wiedziała na czym stoję. poszłam do banku dowiedzieć się ile tam tego jest. Łącznie mam 23 miliony. A co najlepsze że funtów ! Oszołomiona wyszłam z banku i ruszyłam do samochodu, w którym czekali Mark i dziewczyny. W domu im powiedziałam ile tam tego jest. Mark się zaśmiałam żebym odpaliła trochę, ale tylko żartował. Niestety Greg był wtedy czyli będzie mnie później męczył. Poszłam do siebie i siedziałam w pokoju do wieczora.
 

__________________________________
Znowu Przepraszam że nic nie wstawiałam, ale znowu problemy z netem i takie te.
Przepraszam poprawię się i dzisiaj do wieczora powinien pojawić się jeszcze jeden rozdział. :)

Jak myślicie co się dalej wydarzy? Jaka będzie reakcja kiedy Harry i Abigail się spotkają ?

Piszcie w komentarzach :)

SWAG SWAG !
Abigail  xoxoxoxo











sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział #10 ..."Maybe This Is Love? I Don't Know"...

*****Harry****

Dobra, pewnie większość mi nie uwierzy, ale po raz pierwszy podoba mi się dziewczyna nie kobieta tylko dziewczyna i jest ode mnie młodsza o 2 lata. Tak, wiem-Harry ściemniasz wiemy że tamta co Ci się podoba napewno ma przynajmniej 5 lat więcej niż ty. To były słowa, które wczoraj usłyszałem od Zayn'a. Nie wierzą mi. No Eleanor mi wierzy i ona wie że dziewczyna, o którą mi chodzi to Abigail. Tylko Els mi wierzy. DLACZEGO ?!?!?!?!?  Nie wiem. Tak, więc Abigail mi się naprawdę podoba ale mamy ograniczone widywanie się. Ograniczone do minimum. Musimy przeżyć.

Obudziłem się o 9:30. Jak zawsze obudziły mnie krzyki Niall'a i Zayn'a. Norma. Poszedłem do łazienki i opłukałem twarz zimną wodą. Tak na rozbudzenie.Na dole jak zawsze chaos. Liam smaży naleśniki w kuchni, Niall i Zayn się tłuką o pilota od telewizora, a Lou śmieje się z Niall'a, który przed chwilą spadł z kanapy. Jak ja ich kocham. Moi idioci.

- Hej!- przywitałem się tak żeby mnie usłyszeli.

- Hej!-odparli chórem.

Poszedłem do kuchni, gdzie Liam próbuje usmażyć naleśniki, ale myślę że to się skończy telefonem do Danielle.Nalałem sobie do szklanki soku i usiadłem na blacie. Szczerze mówiąc to skojarzyło mi się z Abs.

- Pomożesz mi? -zapytał po chwili Liam.

- Jasne.-odparłem.

Moja pomoc wyglądała tak że to ja zrobiłem naleśniki, a Liam tylko się patrzył.

- Musisz nauczyć mnie gotować.-powiedział jak skończyłem. Ja się tylko zaśmiałem i nałożyłem sobie kilka naleśników na talerz. Poszedłem i usiadłem na kanapie w salonie obok Lou.  Dzisiaj Abigail ma rozdzielenie majątku. Mam nadzieję że wszystko się dobrze skończy.

***Abigail****

Wstałam jak zawsze ok. 12. Wyszłam na balkon. Ciepłe powietrze otuliło moje ciało. Przyjemny dreszcz przeszedł całe ciało. Schowałam się do pokoju i wzięłam telefon do ręki. Skoro tutaj w Polsce jest 11:50 to tam w Londynie jest 10:50. Czyli już mogę zadzwonić do Hazzy. Tak też zrobiłam. Porozmawialiśmy chwilę, aż zawołał mnie Mark żebym się szykowała i zjadła śniadanie. Ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni, gdzie już siedzieli wszyscy. Zjadłam kilka kanapek i zaczęliśmy szykować się do wyjścia. Jak zawsze jak się ma coś wydarzyć zaczął boleć mnie brzuch.  Postanowiłam napisać do Harolda.

"Weź mnie przygarnij do siebie"

Na odpowiedź nie czekałam długo:



"Wsiadaj do samolotu i przylatuj.Łóżko mam duże, spokojnie się zmieścisz ;D"




Zaśmiałam się odczytując to.
- Chodź musimy już jechać.-oznajmił Mark.
Nicole i Madi jeszcze raz mnie przytuliły i wyszłam razem z Mark'iem. Odczytanie testamentów ma się odbyć w jakimś biurze. Po drodze jeszcze wstąpiliśmy do sklepu bo bez miętusów się nigdzie nie ruszę, a skończyły mi się. Ruszyliśmy w drogę. Po ok. 30 minutach dotarliśmy na miejsce.  Weszliśmy do niewielkiego budynku. Poszliśmy do wskazanego pokoju. Wzięłam jednego cukierka do buzi.  Jak weszliśmy zauważyliśmy czekającego Greg'a. Jest tylko nasza trójka i mężczyzna, który ma odczytać testamenty.
- Tak więc zebraliśmy się tutaj, aby uroczyście odczytać testamenty Anny i Peter'a McCartney.-zaczął mężczyzna.
Zachciało mi się płakać. Zawsze się zastanawiałam jak to jest stracić kogoś bliskiego. Teraz już wiem. Straciłam dwie najbliższe mi osoby. Szczerze to nie chcę żadnych pieniędzy, ani rzeczy. Wolałabym żeby oboje byli teraz ze mną.  Gościu przeczytał testament ojca. Mark dostał dom rodziców i prośbę żeby się mną zajął. Ja zaś dostałam wszystkie pieniądze jakie ojciec ma na koncie. Greg dostał firmę. Znając życie to z jego porządkami firma zbankrutuje.  Następnie mężczyzna zaczął czytać testament naszej matki. Mark dostał całą biżuterię i rzeczy wartościowe, Greg dostał nasz dom w górach, a ja znowu pieniądze które są na koncie. Naturalnie się popłakałam. Po odczytaniu tego wszystkiego mężczyzna poprosił mnie samą do siebie do gabinetu. Poszłam z nim i przekazał mi kopertę, w której znajdują się karty rodziców i kody PIN. Rodzice pomyśleli że mogą umrzeć jak jeszcze nie będę pełnoletnia więc mam dostęp do konta już teraz. Mężczyzna złożył mi jeszcze kondolencje i wróciłam do chłopaków.
- Mam nadzieję że się podzielisz ze starszym bratem pieniędzmi?-zapytał chytrze Greg.
Jak zawsze chciwy na pieniądze.
- To są jej pieniądze i masz dać jej spokój. - odparł Mark.
Wyszliśmy i wróciliśmy do domu. 
Mark mi powiedział po drodze że powinnam iść sprawdzić ile pieniędzy jest na kontach. Póki co to nie mam jakiejś chęci. Nie interesują mnie te pieniądze.  Położyłam się na łóżku w moim pokoju. Wzięłam telefon do ręki i jakby przez telepatię dostałam sms'a od Hazzy.


" I jak było ??? :* Xxx"

Odpisałam mu tak:

" Nie chce mi się o tym pisać. Lepiej zadzwoń Xxx"

Po chwili zadzwonił i gadaliśmy cały dzień. Jutro już do szkoły, a tu już za tydzień wakacje. Strasznie szybko zleciało.
Wieczorem przestaliśmy gadać. Poszłam się ogarnąć do łazienki. Ale jak zawsze wiadomo Harry zadzwonił do mnie na skype.
- Nie mogę zasnąć jeśli nie widzę Cię przed snem.-powiedział jak się spytałam co chciał.
Jak zawsze zalały mnie rumieńce.  Gadaliśmy jeszcze trochę. Chłopcy są we Włoszech i za jakieś dwa tygodnie powinni być w Polsce.  Ucieszyłam się jak nie wiem co. Po jakimś czasie przyszły dziewczyny i też z nami gadały.  Padnięte całym dniem poszłyśmy spać. Jutro do szkoły......

________________________________
Proszę was bardzo macie rozdział 10 !!!!!
naprawdę jeśli to ktoś czyta niech zostawi po sobie ślad w postaci komentarza :))
To naprawdę dla mnie ważne bo nie wiem czy mam dla kogo pisać :(

SWAG SWAG !
Abigail :*


piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział #9 ..."Goodnight And Goodbye"...

      Wstałyśmy o 7:00. Dziewczyny idą dzisiaj już do szkoły. Niestety.One poszły się ogarnąć, a ja zeszłam na dół zrobić im śniadanie. Usmażyłam im naleśniki. Nadal chodzę przybita i nie mam chęci na nic. Wyjęłam Nutellę i dżem i postawiłam na stole. Zaraz zszedł Mark i dziewczyny. Byli zdziwieni tym że przygotowałam posiłek.

- Nie trzeba było.-powiedziała Nicoledając mi buziaka w policzek.

- Ale chciałam jakoś nawet już spać mi się nie chce.-odparłam.

- Dzięki.-powiedziała Madi i też dała mi buziaka.

 Usiadłam razem z nimi przy stole i zaczęłam pić wodę.

- Nie jesz?-zapytała Madi.

- Nie, nie jestem głodna.-odparłam cicho.

- Ja już muszę jechać do pracy.-oznajmił Mark.

- Spoko.-odparłyśmy jednocześnie.

Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Dziewczyny zjadły i też zaczęły się zbierać.  Ok.7:20 wyszły. Zostałam w domu z Weroniką i Wictorem.  Jeszcze śpią więc po cichutku poszłam do swojego pokoju. Zauważyłam że ktoś dzwonił. Spojrzałam i zdziwiłam się trochę. Harry dzwonił. Dziwne w Londynie jest dopiero 6:30. Zadzwoniłam do niego. Okazało się że wstał i już nie może zasnąć i pomyślał że może porozmawiamy. Włączyłam laptopa i weszłam na Twittera. Nic ciekawego poza jednym trendem: #1DEuropeTour. Ucieszyłam się że polskie directioners w końcu będą mogły ujrzeć swoich idoli. Zaraz zadzwonił do mnie na Skype Harry. Zaśmiałam się widząc jego poranną szopę. Jego loki fajnie wyglądały. Każdy w inną stronę prowadził. Ja jestem mądra bo rozczesałam włosy od razu jak wstałam. Nie mam szopy. Uświadomiłam sobie że mimo śmierci rodziców życie toczy się dalej. Muszę przeżyć jakoś z tym faktem. Humor mi się poprawił. Nie jest źle. Jeszcze po rozmowach z Haroldem jest już w ogóle pięknie. Rozmawialiśmy tak do ok. 11. Potem stwierdziłam że będę dalej z nim rozmawiała, ale się ubiorę i wyjdę z laptopem na dwór. Ubrałam się w to. Wzięłam laptopa i wodę. Wyszłam i położyłam się na hamaku w ogrodzie. Zadzwoniłam do niego na Skype i on też już jest ubrany. Pierwsze co powiedział to naturalnie:

- Ładnie wyglądasz.

Zaśmiałam się bo wszyscy mi mówią że ładnie wyglądam, jestem piękna i wgl. Ja się z tym nie zgadzam. Ale nigdy nikt mnie nie słucha. Po jakiejś godzinie do Hazzy dołączył Liam. Li jest spoko. Fajnie się z nim gada i co chwilę we dwóch odwalają jakieś dzikie miny.

- Cieszę się że znowu się uśmiechasz.-powiedział po chwili Harry.

Zarumieniłam się i spuściłam głowę w dół nerwowo poprawiając włosy. Po chwili usłyszałam słodki chichot Harolda.

- Jakbyś siedział teraz obok mnie dostałbyś w łeb.-powiedziałam.

- Wiesz że cię lubię.-odparł.

Zaczęłam się śmiać. Nie lubię jak ktoś mi prawi komplementy , a to chyba można nazwać komplementem. Strasznie tego nie lubię. Żałoba minęła i mój brat dziś do pracy poszedł już w oczojebnej pomarańczowej koszulce. On bez niej życia nie widzi. Wracając do naszej rozmowy. Boję się podnieść głowę do góry przez co on się słodko śmieję. Tęsknię za nim.  Poprawiłam włosy i podniosłam głowę.

- Tęsknie za tobą Hazza.-powiedziałam ze smutną miną.

- Niedługo się zobaczymy.-odparł.

- I znowu pojedziesz...-dodałam.

- Jak to Nicole powiada: Life is brutal.-odparł, a ja się zaśmiałam.

- Za ile przylatujecie?-zapytałam zaciekawiona.

- Za dwa tygodnie.-powiedział.

Pogadaliśmy jeszcze i za chwilę obok mnie pojawiła się Madi.

- Która godzina?-zapytałam.

 Zdziwiłam się strasznie bo szybko zleciało.

- Za dwa tygodnie chłopaki przylatują do Polski!!!-krzyknęłam.

Madi jak to usłyszała zaczęła skakać po całym ogrodzie. Nicki chyba też top usłyszała bo zaczęła skakać razem z Madi.

- Ale to znaczy że w Warszawie będą za trzy tygodnie.-wytłumaczyłam im.

- No i co? Ale będą.-odparła Nicki.

Przywitały się z Harry'm. Pogadały i poszły męczyć się z lekcjami. Ja sobie zrobię jutro jak ich nie będzie. Jest wieczór i zrobiło się chłodno.Zatrzęsłam się z zimna. I chyba Hazza to zauważył.

- Zimno Ci ?-zapytał słodko.

Podczas naszej dzisiejszej rozmowy on robi słodkie minki. Ogólnie taki słodki się zrobił. Po raz pierwszy nawet nie chce mi się wymiotować z jego słodkości.

- Tak trochę.-odparłam.

- Jakbym był obok Ciebie przytuliłbym Cię.-powiedział.

Jak to powiedział od razu zrobiło mi się cieplej.

- Awwwww.-odparłam.

Zaśmiał się. Pogadaliśmy jeszcze z godzinę i kazał mi iść spać bo jego zdaniem zapewne zmęczona jestem.

- Dobranoc.-powiedział na pożegnanie.

- Słodkich snów.-odparłam.

Wyłączyłam laptopa i poszłam do domu. Wszyscy siedzieli razem przed telewizorem i oglądali jakiś film. Poszłam do siebie do pokoju. Odłożyłam lapka na miejsce i usiadłam na łóżku patrząc się na drzwi.

- Jutro idziemy na rozdzielenie majątku.-powiedział Mark jak wszedł do pokoju.

- Nom, tamten już czeka na całość.-odparłam.

- Nie bój żaby.-powiedział.

Pocałował mnie w czoło i poszedł. Ja wstałam, wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Siedziałam w łazience ok. godzinę. Przebrałam się w piżamę i weszłam pod moją cieplutką kołderkę. Od razu zasnęłam.

-----------------------------------------------------------
Tak więc tytuł jest tytułem piosenki Jonas Brothers :D

Mam nadzieję że się podoba.

Jak myślicie czy z Harolda i Abigail rzeczywiście będzie para ?

Wasza Abigail :*

SWAG SWAG !

Rozdział #8 ..."I Can Get You On My Mind"...

***** 3 dni później ****

Odkąd ten wypadek miał zdarzenie nie miałam kontaktu z Harry'm. Nadszedł dzień pogrzebu. Za cały pogrzeb, pochówek płacił Mark bo Greg czekał tylko i wyłącznie na spadek.   Ojciec kilka razy dzwonił, ale ja nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Razem z Nicki wstałyśmy około 10 i się ogarnęłyśmy. Po raz pierwszy użyłam tuszu do rzęs. Ubrałam się w to. Nicole założyła to.  Stypa u Marka. Ok. 12 pojechaliśmy do kościoła. Spotkałam tam resztę rodziny. Wszyscy mnie wyściskali i mówili że będzie dobrze. Byli także rodzice Nicole i Madi wraz z rodzicami. Madi wyglądała nie najlepiej. U niej też problemy i to nie byle jakie. Jej rodzice jak wypija to ona nie odzywa się do nikogo przez tydzień. Ojciec ją kilka razy pobił. Chcieli zrobić z niej "kogoś" jak to jej tata powiedział kiedyś. Nicole jakoś nie całkiem gadała z rodzicami. W ciągu tych kilku dni rozmawiałyśmy bardzo dużo na temat wyjazdu do Londynu. Żeby tak zamieszkać. Postanowiłyśmy że na stypie pogadamy też o tym z Madi. Mark powiedział że by się zgodził, ale jakbym miała tam kogoś kto by mi pomógł jakby się coś działo. Ja nie wiedziałam co o tym myśleć. Całą ceremonię przepłakałam razem z babcią.  Później pojechaliśmy do Mark'a.  Stypa. Norma jak norma. Przepłakałam prawie całą. Cała rodzina mnie wy przytulała i wszyscy mówili że będzie dobrze. Ja jednak myślę inaczej. Bez mamy już nie może być tak samo. Nikt mnie nie będzie pouczał jak ona, nikt mnie nie nauczy różnych rzeczy. Wszystkiego nauczyłam się od niej. Ojciec do mnie już nawet nie podchodził. Postanowiłam zamieszkać z Mark'iem. Nicole też na jakiś czas. Jej rodzice nie zdawali sobie sprawy jaką krzywdę jej tym zrobili. Madi jakaś cicha była. Nie odzywała się nic, a nic.  Podeszłam do niej.

- Ej, co się stało skarbie?-zapytałam.

- Bo wy mieszkacie tutaj, a ja muszę mieszkać z rodzicami. Oni ze mną nie rozmawiają tylko zgrywają dobrych rodziców jak coś nabroję.-powiedziała smutno.

- Ty też ? -zapytałam.

- Tak ja też.-odparła.

Ona tak samo jak i my mamy problemy z rodzicami.

- Mark czy Madi mogłaby zostać na kilka nocek tutaj ? -zapytałam brata.

- Jasne tylko żebyście nie odwalały nic. - odparł przyjaźnie.

Razem z Nicki poszłyśmy się przebrać i poszłyśmy do Madi po jej rzeczy.  Wyszłyśmy.

- Ja nie chcę mieszkać z rodzicami.-rozpłakała się po drodze Madi.

- Dlaczego ? -spytałam. Wiem że jest źle, ale nie sądziłam że aż tak.

- Bo oni. Zresztą sama zobacz.-powiedziała i pokazała nam siniaki na rękach i nogach. Nie wiedziałam że ją tam biją.  Przytuliłyśmy ją. Teraz już wiem. Ja nie chcę wracać do ojca i musimy trzymać się razem.

- Idziemy do ciebie teraz i bierzemy twoje rzeczy.-powiedziałam.

- Ale ja napewno nie będę przeszkadzała, przecież Mark ma rodzinę i wy tam jesteście nie będę przeszkadzała ? -zapytała.

- Ani trochę, przecież powiedział że możesz się zatrzymać u niego. - odparłam.

Jestem jeszcze całkiem przybita całą tą sytuacją. Dlaczego właśnie my trafiłyśmy na takich rodziców ? Rozumiem , ale ja dla swoich dzieci, których i tak nie będę miała nigdy taka nie będę. Doszłyśmy i boimy się wejść. Nie wiemy jak uniknąć awantury. Weszłyśmy i na całe szczęście rodzice Madi śpią. Poszłyśmy do niej i zaczęłyśmy pakować jej rzeczy do torby. Buty, ubrania, książki i wgl. Zeszłyśmy na dół. Madi postanowiła zostawić im kartkę że nie ma zamiaru dalej się z nimi męczyć.  Pomyślałam że ja też jeszcze wejdę do siebie i wezmę kilka rzeczy. Wzięłyśmy rzeczy Madi i poszłyśmy do mnie. Drzwi są otwarte. Weszłyśmy do salonu a tam widok.... Załamałam się. Mój ojciec leży nieżywy na kanapie. Skąd wiem że nieżywy? Bo widać że nie oddycha. Łzy po raz kolejny zaczęły lecieć mi z oczu. Zadzwoniłyśmy po karetkę. Przyjechali po kilku minutach tak samo jak Mark, którego zawiadomiłam zaraz po zadzwonieniu do szpitala. Przytulił mnie i spytał jak to się stało. Opowiedziałam mu że tak leżał jak weszłyśmy. Poszłam na górę i wzięłam kilka rzeczy. Właściwie to wszystkie. Jestem ciekawa co się ze mną teraz stanie skoro moi rodzice nie żyją. To znaczy ojca może da się odratować, ale szczerze wątpię. Zapłakana zeszłam na dół i poprosiłam brata żeby wziął resztę. Dziewczyny płakały razem ze mną.  Od kilku dni nie rozmawiam z Harry'm załamka. W końcu będę musiała jakoś porozmawiać z nim. Mark zawiózł nas do siebie, a sam pojechał do szpitala. Weronika żona Mark'a od razu mnie przytuliła. Poszłyśmy z dziewczynami do naszego pokoju i położyłyśmy się spać.

***Następny dzień***

Obudziłam się z płaczem. Jak od wypadku mamy. Dzisiaj zadzwonię do Hazzy. Muszę dać znak życia. Jestem sama w pokoju czyli dziewczyny już wstały. Jest 6:25. Od tych kilku dni wstaję bardzo wcześnie.  Poniedziałek i trzeba iść do szkoły. Zeszłam na dół i tak jak myślałam dziewczyny razem z Mark'iem siedzą w kuchni.

- Hej.-przywitałam się cicho poprzez płacz.

- Hej...-odparli wszyscy smutno.

- I co z nim?-zapytałam kierując wzrok ku bratu.

- On, on on - jąka się Mark-on nie żyje.-skończył.

Popłakałam się jak małe dziecko. Przytuliłam się do brata i zaraz do uścisku dołączyły dziewczyny. Nie mogę pohamować łez. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu.

- Nie idziesz dziś do szkoły.-oznajmił mi Mark.

- Dlaczego ? -zapytałam.

- Nie jesteś w stanie na naukę. Pójdziesz w przyszłym tygodniu, a wy dziewczyny albo idziecie albo możecie tylko dzisiaj z nią zostać w domu.-powiedział.

- My z nią zostaniemy i jutro pójdziemy-powiedziała Nicki.

Poszłam z płaczem do naszego pokoju. Mark ma kilka wolnych pokoi, ale my wolimy spać razem. W Londynie jest 5:40 więc zadzwonię do Harolda później.  Położyłam się i zasnęłam.

Obudziłam się. Paczam na zegarek 10:30. Dobra, mogę wstać. Zawsze zastanawiałam się jak to jest stracić dwie ważne osoby. Teraz już wiem.  W ciągu ostatnich kilku dni uświadomiłam sobie jak bardzo mi zależało na matce. Na ojcu prawie wcale. Ja nie tolerowałam tego człowieka. Ale żeby nie było też go opłakuję. Zeszłam na dół. Dziewczyny siedzą i oglądają teleiwizję. Weszłam do kuchni i wzięłam wodę.  Usiadłam obok nich.

- Jak się czujesz? zapytała Kate.

- Znośnie..-odparłam.
Nicki mnie przytuliła.

- Idę coś zjeść.-oznajmiłam po chwili.

Wróciłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapki z dżemem truskawkowym i kakałko. Wróciłam do dziewczyn i zjadłam przy nich żeby mi uwierzyły że coś jadłam. Odstawiłam naczynia do zmywarki. Poszłam do pokoju. Spoko w Londynie jest 10:00. Wzięłam telefon i wysłałam Harry'emu sms-a czy już nie śpi. Na odpowiedź nie czekałam długo napisał że może ze mną nawet na Skype porozmawiać bo mają wolne. Wzięłam laptopa i położyłam się z nim na łóżku. Chwilę czekam i zaraz na ekranie pojawia się mordka Hazzy. Od razu jakoś lepiej mi się zrobiło.

Dlaczego się nie odzywałaś tyle czasu?-pierwsze pytanie skierowane do mnie.

Wytłumaczyłam mu przez płacz to co się wydarzyło w ostatnich dniach.  Pocieszał mnie i sam się popłakał. Jak on zaczął płakać byłam pewna swoich uczuć co do niego. On zawsze ze mną płacze, zawsze się ze mną śmieje itd.  Normalnie lepszego człowieka nie znam.  Opowiedziałam mu że przez cały tydzień mam zostać w domu. Ucieszył się jak mu to powiedziałam bo mają cały tydzień wolny, a potem trasa po Europie. Zdradził mi w sekrecie że będą w Warszawie i że na pewno mnie odwiedzą. Zaraz obok niego na ekranie pojawił się Louis, który zaczął za głową Harry'ego robić dziwne miny. Po raz pierwszy od dłuższego czasu się zaśmiałam. Harry skarcił Lou wzrokiem. Tamten postawił krzesło obok Hazzy i usiadł na nim. I w ten sposób przegadaliśmy cały dzień. Wieczorem dziewczyny przyszły i gadały z nami. Chłopaki zawołali jeszcze resztę i już mieliśmy rozmowę w siódemkę. Zayn cały czas gapił się w stronę Nicki, a Niall w stronę Madi. Jak to zauważyłam od razu spojrzałam porozumiewawczo na Hazzę. Zaczęliśmy się śmiać. Czuję się dużo lepiej odkąd ich zobaczyłam. Zrobiło się późno i Mark kazał nam iść spać. Z ciekawości spojrzał mi w ekran i zobaczył piątke kolesi. Jak chłopcy go zobaczyli powiedzieli mu jedncześnie : Hello!  Mark poszedł przyszedł Wictor. Wszedł na łóżko i usiadł mi na kolanach. Chłopaki zaczęli się wypytywać ile ma lat i takie te. Odpowiedziałam im że Wictor ma 2 lata i jest synem Mark'a. Mały spojrzał na nich, a potem na moją ścianę z plakatami. Od razu skojarzył ich. Wziął płytę Up All Night i pokazał najpierw na płytę potem na chłopaków.  Musiałam mu wytłumaczyć wszystko, a i tak pewnie nic nie zrozumiał. Wictor poszedł spać do siebie, a my jeszcze chwilę gadałyśmy z chłopakami, Nicole i Zayn wymienili się numerami tak samo jak Niall z Madi. Coś przeczuwam że może coś z tego wyjść. Pożegnałyśmy się i zasnęłyśmy.

Rozdział #7 ..."Moje Życie Nie Mów Mi Co Mam Robić ! ..."

   Dzień za dniem mijają tak samo. Z dnia na dzień tęsknię coraz bardziej. Staram się żyć normalnie, ale z dnia na dzień jest coraz trudniej. Podczas jego pobytu tutaj strasznie się zbliżyliśmy do siebie. Zaczęłam znowu tańczyć. Jedynymi osobami widzącymi co się ze mną dzieje są Nicole, Madi, Kamil i Kacper. Moi rodzice jak zawsze twierdzą że praca jest najważniejsza. Ja bym mogła być chora na jakiegoś tyfusa , a oni by mi kazali siedzieć samej w domu. Norma, jak zawsze mają mnie gdzieś. Nie raz zagroziłam że się wyprowadzę, ale im to wali. Przyzwyczaiłam się. Codziennie rano zawsze myślę jakby to było jakbym poleciała do Londynu. Lecz nie sama z dziewczynami. Im też nie jest zbyt dobrze. U mnie jeszcze jest przerąbane to że ojciec czasami lubi wypić przez co ja idę na noc do Nicole.Nie ma dnia żebym nie uroniła łez. Wszyscy myślą: Ta to ma życie udane, rodzice mają własną firmę, ma przyjaciół i w ogóle. Wcale tak nie jest. No dobra rodzice bogaci, mam przyjaciół, ale czy pieniądze się liczą zawsze i wszędzie? Odwieczne życiowe pytanie. Lecz przerywając moje przemyślenie przejdźmy do tego co się dzieje.

   Wstałam ok. 12. Wyszłam na balkon zaczerpnąć porannego powietrza. Kolejny ciepły dzień. Tak, od jego wyjazdu minęły 2 tygodnie.  Staram się nie używać imienia Harry ponieważ jak je słyszę to od razu chce mi się płakać. Zaczynam o nim myśleć, a wtedy zawsze wpadam w kłopoty. Wczorajszego wieczoru gadałam z Louis'em. Powiedział że Harry zrobił się jakiś nieobecny odkąd przyleciał z Polski. Nie wiem co mam o tym myśleć. Ale dobra może kiedyś mi opowie o co chodzi. Moje wszelkie przemyślenia przerwała Madi, która właśnie weszła do mego pokoju.

- Hej skarbie.-przywitała się ze mną przyjaciółka.

- Hej.-odparłam.|

- Co dzisiaj robimy ?-zapytała.

- Ja to bym poszła po sklepach połazić.-oznajmiłam.

- To idź się ogarnij i idziemy. -odparła z entuzjazmem przyjaciółka.

Ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się. Włosy związałam w wysoką kitkę. Poszłam do garderoby po ubrania.. . Ubrałam się i wróciłam do pokoju.

- No teraz wyglądasz jak człowiek.-powiedziała przyjaciółka zerkając na mnie.

- Dzięki.-odparłam.

Na lewą rękę założyłam czerwoną bandamkę. . Ze względu na rany po samookalaczaniu się. Mądre rozwiązanie to to nie było, ale dawało wielką ulgę. Nie tylko ja mam takie ślady. Nicole i Madi też.

- Dobra , jeszcze pójdę zjem coś i możemy wychodzić.-oznajmiłam.

- JEDZENIE!!!!-wydarła się Madi.

Nie ma dnia, godziny, minuty , a nawet sekundy żeby Madi nie była głodna. Ona zje zawsze i wszędzie wszystko.  Zeszłam na dół, gdzie już buszuje Madi. Zrobiła sobie kanapki z Nutellą , a ja zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Zjadłyśmy, wzięłam pieniądze i zamknęłam dom. Poszłyśmy po Nicki. Na całe szczęście już była gotowa. Tak więc już od kilku minut idziemy ulicami Warszawy. Cudowne słońce grzeje nam w twarze. Dobrze, że w torbie, którą wzięłam zostały okulary przeciwsłoneczne.

Pochodziłyśmy po sklepach. Po jakimś czasie jak to norma, zrobiłyśmy się głodne. Poszłyśmy do Subway. Jak zawsze, tylko tam. Zamówiłyśmy kanapki i usiadłyśmy przy wolnym stoliku. Po kilku minutach podeszło do nas kilka dziewczyn. Directionerki, stwierdziłam patrząc na ich koszulki.

- Abiagail?-zapytała jedna.

- Tak, a jakiś problem?-odparłam.

- Tak. problem.-odpowiedziała druga.

- Jaki?-zapytałam.

- Masz się odwalić od Harry'ego.-sykneła.

- Bo co?-zapytałam kpiąco.

-Harry jest nasz. Możesz nadal być Directionerką, ale daj mu spokój.-powiedziała.

- Bój bo się posłucham.-odparłam śmiejąc się.

Tamta podeszła do mnie i uderzyła w twarz.

-Daj mu spokój.-syknęła blondyna.

Oddałam jej dwa razy mocniej.

- Mówiłam już chyba że mam was gdzieś.-powiedziałam.

- Lepiej daj mu spokój.-syknęła kolejna.

Nie wiedziałam, która co gada bo jednak było ich około 7.

- Moje życie nie mów mi co mam robić!.-odparłam już zdenerwowana.

- Nie chcemy żeby Harry zadawał się z taką szmatą jak ty.-powiedziała "groźnie".

Jej się wydawało że ja się wystraszę.  Myliła się i to bardzo.

- Po pierwsze szmatą to może ty jesteś, po drugie to jest moje życie i nikt nie będzie mi mówił z kim mam się zadawać. I lepiej uważaj bo ta rozmowa źle się skończy dla ciebie i twoich kumpeli.-powiedziałam wrednie.

Zwinęły się i poszły.

- Ej, wszystko w porządku?-spytała Madi.

- Tsa.-odparłam.

Piekła mnie twarz. Nie na tyle żeby mi coś było. Zjadłyśmy i ruszyłyśmy z powrotem do domu.  Jak wyszłyśmy okazało sie że 17 jest.  Wróciłyśmy do domów. Weszłam do siebie na podwórko i już wiedziałam że coś jest nie tak jak trzeba.  Miałam racje.Jak weszłam do domu mój ojciec siedział zapity na kanapie.

- Coś się stało?-zapytałam.

- Twoja matka nie żyje.-wybulgotał.

- Że Co ?!?!?!-wydarłam się.

- Nie drzyj mi się tutaj.-powiedział podniesionym głosem.

- Ale co się stało?-spytałam.

Nie chciałam wierzyć mu to co powiedział. Zawsze jak był pijany wymyślał różne rzeczy. Chciałam żeby i tamtym razem tak było.

- Gadaj se z babką.-odparł oschle.

Pobiegłam do swojego pokoju i wyjęłam z kieszeni telefon. Zadzwoniłam do babci. Niestety potwierdziła to co powiedział ojciec. Rozłączyłam się i opadłam z płaczem na łóżko. Nie wiedziałam co mam robić. Ojciec nie da sobie ze mną rady, a ja jeszcze nie jestem pełnoletnia.  Postanowiłam pójść porozmawiać z Nicole. Jak zeszłam na dół mój ojciec  wstał i podszedł do mnie.

- To wszystko twoja wina !-wydarł mi się prosto w twarz.

- Niby dlaczego. To ty zawsze miałeś nas gdzieś. Byłyśmy tak naprawdę same. Interesowało Cię tylko to żeby się schlać.-odparłam.

Uderzył mnie w twarz.  Łzy zaczęły mi płynąć z oczu jeszcze bardziej niż wcześniej. Wybiegłam z domu i pobiegłam do Nicki.  Jak zapukałam usłyszałam kłótnię. Jej rodzice się napili. Nicole wybiegła z domu i złapała mnie za rękę.  Pobiegłyśmy w stronę skateparku. Jak dobiegłyśmy obie usiadłyśmy na chodniku z płaczem.

- Wiem co się stało skarbie.-powiedziała przez łzy i mocno przytuliła. Rozpłakałam się na dobre. Miałam wtedy wszystko gdzieś nic mnie nie interesowało. Tylko żeby wyjechać , gdzieś nie wiadomo gdzie i zostawić wszystkie problemy tutaj w Polsce. Moja matka zginęła w wypadku samochodowym.  Jakiś tir jechał za szybko, przejechał na czerwonym i w tym samym momencie moja mam jechała samochodem. Tir zgniótł cały samochód nie dając szans na przeżycie mojej mamie. Załamałam się całkowicie.  Posiedziałyśmy tak jeszcze ze 3 godziny płacząc. Nie chciałam wracać do domu, ale jednak musiałam. Po drodze do głowy wpadł mi pomysł żeby zadzwonić do Mark'a. Nigdy do Greg'a. Mark i Greg to moi starsi bracia. Są starsi o 10 lat.  Greg jest chamem, myśli tylko o sobie zawsze upokarzał mnie jak tylko nadarzała się okazja. Mark zawsze mi pomagał z problemami. Tak więc zadzwoniłam do niego. Po kilku minutach podjechał po nas. Nicole też zostaje u niego na noc. Najpierw podjechaliśmy do mnie i wzięłam swoje rzeczy. Potem poszedł z Nicki do niej bo jej rodzice byli ostro pijani. Jak zawsze kłótnia i tu i tu, ale jakoś będzie.  Wsiadłyśmy z nim do samochodu i pojechaliśmy do niego.  Miał cały czas zaszklone oczy. Też płakał. Ja i Mark byliśmy najbardziej zżyci z mamą. Jak dojechaliśmy wysiadłyśmy nie odzywając się nic a nic. Weszłyśmy i w środku powitała nas jego żona Weronika. Ona też płakała. Masakryczny widok. Mały już spał nie dziwię się bo była już 22. Poszłyśmy do pokoju, w którym zawsze nocujemy u nigo i poszłyśmy do łazienki się ogarnąć. Postanowiłyśmy spać razem. Nie miałam nawet chęci na rozmowę z Hazzą. Około 12 w nocy zasnęłyśmy.

--------------------------------------

Przepraszam znowu że tak długo nic nie wstawiałam, ale okropne problemy z internetem. Albo jest, albo nie ma. A jak jest to przez godzinę. Więc przepraszam teraz będę wstawiała jak tylko będę miała czas i oczywiście neta. Jak się podoba ?

Tytuł został wymyślony przez moją przyjaciółkę.

Jak myślicie ? Co się dalej wydarzy?

Czy Abigail i Harry się jeszcze spotkają ?

ZOSTAW KOMENTARZ !

Rozdział #6 ..." Catch My Flight 6am Gonna Be Gone Who Knows When"...

                                     ***Kilka Dni Później ***

Nadszedł dzień wylotu Harry'ego. Wstałam rano i poszłam do łazienki w celu wykonania porannej toalety. Umyłam się, rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Poszłam do garderoby po ubrania. Założyłam to.  Po głowie w kółko chodziła mi jedna piosenka- Torn.

 *** Harry ***
Najgorszy dzień w moim życiu. Dzień powrotu. Wracam do Londynu i niestety nie mogę zostać. Chciałbym wziąć ją ze sobą do Londynu. Niby jest tylko moją przyjaciółką, ale strasznie się do siebie zbliżyliśmy w ciągu tego tygodnia. W głowie mam jej ulubioną piosenkę Hot Chelle Rae- Keep You With Me. Ubrałem się i pochowałem pozostałe rzeczy do walizki.  Po około godzinie usłyszałem że ktoś wchodzi do mojego pokoju.  Zobaczyłem ją z zaszklonymi oczami. Mi też się chciało płakać, ale dzień wcześniej obiecałem jej że nie będę.
- Hej mała.-przywitałem się.
- Hej .-odparła.
Podeszłam i przytuliłem ją mocno do siebie. Przytuliła mnie tak jakby nie chciała mnie puszczać. Pocałowałem ją we włosy. Będę tęsknił za jej zapachem, włosami, uśmiechem i jej odzywkami. Ale najbardziej będę tęsknił za tym słodkim widokiem jak się męczyła zakładając swoje długie czarne Converse. Będę tęsknił za jej śmiechem, za jej żartami i za tym jak za każdym razem się pytała jak ja mogę chodzić w krótkich Cenvers'ach.  Stwierdziła że to dla niej niepojęte. Będę tęsknił za nią, po prostu będę za nią strasznie tęsknił i ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
- Musimy już jechać.-oznajmiłem patrząc na zegarek.
Łza ściekła jej po policzku, a ja ją szybko otarłem. Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy na dół. Wsiedliśmy do wcześniej zamówionej taksówki, która ma nas zawieść na lotnisko.  Całą drogę próbowałem ją pocieszyć, rozśmieszyć. Na marne. Widać że ją też to bardzo dotknęło. Po jakimś czasie byliśmy już pod halą lotniska. Wysiedliśmy i wziąłem moje walizki. Zapłaciłem i po chwili staliśmy już w tłumie ludzi. Wszystko szło sprawnie, niestety. Chciałem żeby coś się stało, żeby móc spędzić jak najwięcej czasu z nią.


***Abigail***

Siedząc na lotnisku rozmyślałam jak to dalej będzie. On poleci, a ja znowu będę zwykłą szarą myszką. Będę wysłuchiwała od szkolnych plastików jaka to ja jestem beznadziejna. Zamknę się w sobie i znowu będę całe dnie spędzała przy fortepianie. Znowu zostaną nam rozmowy przez Skype, telefon i Twitter. Moi rodzice jak zawsze powiedzieli żebym sobie nie robiła nadziei bo Harry to gwiazdor i wgl.  Ja ogólnie na temat 1D, Hot Chelle Rae i Allstar Weekend mam powiedziane żebym dała sobie spokój. Moi rodzice twierdzą że miecie idola to coś złego.
Z zamyśleń wyrwał mnie kobiecy głos, który kazał wsiadać na pokład samolotu.  Do oczy znowu nabrały się łzy. Już musiał wsiadać. Rozkleiłam się na dobre. Przytulił mnie i wyszeptałam mu na ucho:- Nie zapominaj o mnie, Proszę.
- Nigdy o tobie nie zapomnę.-powiedział już przez łzy.
- Dziękuję za wszystko Hazza.
- Nie ma za co.-odparł.
Jeszcze tylko 10 minut razem i załamka.
- Trzymaj.-powiedział i zdjął z nadgarstka swoją szczęśliwą bransoletkę.
- Nie mogę. -odparłam.
- Nie gadaj tylko trzymaj.-odpowedział.
Wcisnął mi ją w rękę i zacisnął moją dłoń w pięść.
- Pa. - pożegnał się.
- Pa.- odparłam i pocałowałam go w policzek.
Poszedł w kierunku pokładu samolotu. Pomachaliśmy sobie po raz ostatni. Podeszłam do szyby, przez którą widać odlatujące samoloty. Stanęłam i patrzyłam. Po kilku minutach samolot odleciał. Usiadłam zapłakana na ławkę. Otarłam łzy, założyłam jego bransoletkę na nadgarstek. Postanowiłam zadzwonić do Nicole żeby po mnie przyjechała. Zgodziła się i oznajmiła mi że będzie za kilka minut. Wyszłam przed lotnisko i czekałam na nią na ławce. Tak jak powiedziała tak było. Po kilku minutach podjechała. Podeszła do mnie i mocno przytuliła. Wsiadłyśmy i odjechałyśmy. Przez całą drogę patrzyła się w szybę.  Jak dojechałyśmy na miejsce bez słowa poszłam do domu. Zamknęłam się w pokoju i przepłakałam cały dzień. Wieczorem zadzwonił Harry. Oboje płakaliśmy. Po jakichś 3 godzinach płaczu zasnęłam.

------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podoba. Szczerze to wam nawet powiem że popłakałam się pisząc ten rozdział. 
Tytuł rozdziału pochodzi z piosenki Hot Chelle Rae - Keep You With Me. Jeśli to czytacie zostawcie komentarz ! Proszę bo nie wiem czy mam dl kogo pisać.

SWAG SWAG !
Abigail :*



Rozdział #5 .."She's So Beautiful And I Tell Her Every Day"...

Obudziło mnie dziwne ciepło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Harolda przytulającego się do mnie od tyłu. Spodobało mi się to. Spojrzałam na niego, a on się obudził. Odwróciłam się do niego przodem.
-Witam, witam.-przywitał się.
- Słodko spałaś.-powiedział ze słodką minką.
- Dzięki.-odparłam.
- Hej-zaczęłam-mógłbyś mnie puścić?
-Przepraszam.-odpowiedział i mnie puścił.
- Ja tak zawsze się do każdego przytulam.-tłumaczył się.
- Nie no nic się nie stało tylko za ciepło mi było.-odpowiedziałam.
- Bo Ja gorący chłopak jestem.-odparł z cwaniackim uśmieszkiem.
Zaczęłam się śmiać. Po chwili Harry usiadł na mnie i zaczął łaskotać. Darłam się i śmiałam w niebogłosy.
- Głupi jesteś.-powiedziałam jak przestał mnie łaskotać.
- Ty też.-odparł.
Lekko uderzyłam go w policzek.
- Głodna jesteś?-spytał po chwili.
- No trochę.-odparłam.
- To Ja idę zrobić śniadanie, a Ty idź się ubierz.- rzekł.
- Ale szczerze to nie musisz.-dodał śmiejąc się.
Walnęłam go w ramię i po chwili ze mnie zszedł. Wyjęłam z torby ubrania. Poszłam do łazienki i się ubrałam. Włosy rozczesałam i związałam w koka. Wyszłam z łazienki i włożyłam piżamę do torby.  Poszłam do dużego pokoju, gdzie czekała wielka sterta kanapek. Zaraz przyszedł Hazza z herbatą. Usiedliśmy i zaczęliśmy się zajadać. Włączyliśmy telewizor. Akurat leciał jakiś program plotkarski. Pokazali zdjęcia moje i Harry'ego z wczoraj.  Jak byliśmy w cukierni, w sklepie i jak wchodziliśmy do hotelu.  Prowadząca zaczęła gadać że Harry przyjechał do Polski, do dziewczyny. Siedziałam z otwartymi ustami i słuchałam co wygaduje. Harry nic nie rozumiała, ale wiedział o co chodzi.  Zaraz przeszli do obgadywanie Seleny Gomez i Justina Biebera.  Harry spojrzał na mnie z dziwną miną.
- Przepraszam?-powiedział pytająco.
- Nic nie zrozumiałeś, prawda?-spytałam.
- Dokładnie.-odparł.
Wytłumaczyłam mu co mówili. Przepraszał mnie za to , ale mi to nie przeszkadza. No chyba że zaczną mnie hejtować to wtedy będzie Armagedon.
Szczerze to się zdenerwowałam, ale nie chciałam go zranić. Wiem że nie będę miała spokoju ze względu na fanki i wgl. Ale cieszę się że przyjechał i możemy spędzić trochę czasu razem. Nie chcę, aby poznał po mnie że się zdenerwowałam. Zjedliśmy do końca i wypiliśmy herbatę. Poszliśmy i pozmywaliśmy naczynia.
- Co dziś robimy?-spytałam.
Już się uspokoiłam.
- Możemy pochodzić po mieście, a zresztą obiecałaś mi pokazać trochę Warszawy.-powiedział.
- No to dzisiaj idziemy na spacer.-odparłam.. Harry założył granatowy sweter, szare rurki i białe,krótkie Converse. Zostawiłam rzeczy w jego pokoju i wyszliśmy.  Przed hotelem tak jak się spodziewaliśmy było pełno papparazzich. Jak ich zobaczyliśmy od razu zaczęliśmy się śmiać.  Coś tam się darli, a my szliśmy dalej.  Pod centrum handlowym wszyscy patrzyli tylko na nas. Muszę przyznać strasznie mnie to krępowało. Jak weszliśmy do środka podbiegło do nas kilka fanek. Z kilku fanek zrobiło się kilkanaście fanek. Otoczyły go, a Ja stałam z boku.
- Przepraszam.-powiedział bezgłośnie wyglądając z pomiędzy fanek.
Ja usiadłam na ławce z boku i czekałam. Po kilkunastu minutach podszedł do mnie.
- Naprawdę przepraszam nie wiedziałem że tak wyjdzie.-tłumaczył się. Schyliłam głowę i pomyślałam: Co by było gdyby On nie był sławny? Może byłoby lepiej? Jesteśmy przyjaciółmi i nie możemy nigdzie spokojnie wyjść? Dobra, ważne że on spełnia swoje marzenia.
- Nic się nie stało.-odparłam po chwili ciszy.
- Napewno?-zapytał.
- Tak, napewno nic się nie stało. Jesteś sławny to norma.-powiedziałam.
- Przepraszam nie wiedziałem że tak wyjdzie.-nadal tłumaczył.
- Nie no spoko.-odparłam.
- Jesteś pewna ?-dopytywał.
- Jak będziesz dalej tak dopytywał to powiem Ci parę "miłych" słów. -powiedziałam, a on zrobił " wystraszoną" minę.
Ruszyliśmy na wycieczkę po sklepach. Co chwilę się z czegoś śmialiśmy.  Zobaczyłam kilka plastików i miałam taki atak śmiechu jak nigdy. Nie dość że plastiki to jeszcze tipsiary. Przymierzały szpilki, w których  i tak nie umiały chodzić. Harry co chwilę mówił jak bardzo żal mu takich dziewczyn. Nakupowaliśmy pełno różnych rzeczy. Hazza zmusił mnie do wejście do sklepu z sukienkami. Szczerze nie wiem dlaczego się zgodziłam tam wejść.
- Przymierz tę.-powiedział Harold podając mi sukienkę.
- Chyba Cię coś boli Haroldzie.-odparłam.Spojrzał na mnie z błagalną miną. Wzięłam od niego sukienkę i odprawił mnie do przebieralni z miną zwycięzcy. Weszłam do przebieralni i zaczęłam się męczyć z butami. Po chwili już byłam przebrana i wyszłam. Harry podszedł do mnie i zdjął mi gumkę z włosów. Włosy delikatnie opadły mi na ramiona i strasznie dziwnie się poczułam.  Przeczesałam je ręką. Harry wydał z siebie ciche : Wooooow.
- Wyglądam i czuję się jak jakiś niedorób.-powiedziałam zirytowana.
- Wyglądasz pięknie.-odparł.
Podszedł do mnie i odgarnął kosmyk włosów, który opadł mi na twarz. Zbliżył swoją twarz do mojej. Milimetry dzieliły nasze twarze. Czułam jego niespokojny oddech na swoich policzkach. Staliśmy tak dłuższą chwilę po prostu patrząc sobie w oczy. Nigdy wcześniej nie znajdowałam się w takiej sytuacji. On się speszył i odsunął. Moją twarz automatycznie zalały rumieńce.
- Musisz to wziąć.-powiedział pełen podziwu Harold.
- Po co? Skoro i tak nigdy nie będę miała okazji żeby to założyć.-powiedziałam.
- Ja naprawdę Ci mówię: Weź To.-próbował mnie przekonać.
- Nie, nie biorę. Niestety, ale Ja nie chodzę w takich ciuchach.-powiedziałam.
- Dobra. Nie to nie.-odparł.
Wróciłam do przebieralni i przebrałam się w moje ubrania. Wyszłam i odłożyłam tamte rzeczy na miejsce. Wyszliśmy ze sklepu. Jak odeszliśmy kawałek od sklepu zauważyłam że nie ma obok mnie Hazzy.  Harry wsiąkł gdzieś. Zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie go nie wiedziałam.
- Przecież on się nie dogada z ludźmi jeśli się zgubił.-pomyślałam.  Rozglądałam się wszędzie, aż nagle usłyszałam głośne : BUUU ! za plecami.
- Ty idioto! Gdzie Ty byłeś ?!?!-zaczęłam go ochrzaniać.
- Przepraszam Ja nie chciałem.-zaczął się tłumaczyć. Dolna warga zaczęła mu drżeć. Myślałam że zaraz ryknie płaczem.
- Przepraszam nie chciałam, ale bałam się.-powiedziałam i go przytuliłam. Może Ja naprawdę jestem za bardzo brutalne w stosunku do ludzi ? Szczerze to w tamtym momencie zastanawiałam się czy On naprawdę ma 18 lat.  Przytulił się do mnie mocno.
- Już dobrze ?-spytałam.
- Tak.-odparł z uśmiechem.
- A , gdzie byłeś ? -zapytałam.
- No właśnie: trzymaj.-odparł i podał mi fioletową papierową torbę. Zajrzałam do niej i zobaczyłem te rzeczy, które przymierzałam kilka minut wcześniej.
- Ale...-zaczęłam
- Nie ma żadnego ale mówiłem że musisz mieć te rzeczy to masz.-skończył za mnie lokers.
To było bardzo dziwne jak na mnie. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone. Jeszce nigdy nie czułam czegoś takiego jak wtedy.
- Dziękuję-powiedziałam.
- Nie ma za co.-odparł i mnie mocno przytulił.
- Nie musiałeś.-powiedziałam nie puszczając go.
- Nie musiałem , ale chciałem.-odparł.
Podniosłam głowę i pocałowałam go w policzek. Zalały nas znowu rumieńce. Zrobiliśmy się głodni. Postanowiliśmy że pójdziemy do Subway. Zamówiliśmy kanapki i usiedliśmy przy wolnym stoliku. Zjedliśmy śmiejąc się co chwilę.  Jak wyszliśmy z centrum było już ciemno. Poszliśmy do niego do hotelu i wzięłam swoje rzeczy. Koniecznie on chciał mnie odwieść. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Włączyliśmy radio i głośno śpiewaliśmy wszystkie piosenki. Znaczy te, które były po angielsku. Niestety za nim się obejrzałam nasza podróż dobiegła końca. Wysiedliśmy i odprowadził mnie do samych drzwi. Staneliśmy pod drzwiami tak po prostu patrząc na siebie.
- Dziękuję za cały dzień.-powiedział nagle Hazza.
- Ja też. -odparłam.
Pocałował mnie w policzek i zrobił się cały czerwony. Zaśmiałam się bo wyglądał komicznie.
-Dobranoc.-powiedziałam.
- Dobranoc.-odparł.
Weszłam do domu i od razu poszłam do kuchni. Wyjęłam mleko z lodówki i usiadłam na blacie kuchennym.
- Ja chyba czuję do niego coś więcej.-pomyślałam. Ale jednak nie mogę zakochać się w najlepszym przyjacielu. Zaśmiałam się przypominając sobie widok czerwonej twarzy Harolda. Moje przemyślenia przerwała moja mama wchodząc do kuchni. Zamieniłyśmy kilka słów. Poszłam do swojego pokoju, wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Ciepły, długi prysznic tego mi było trzeba. Byłam pod prysznicem ponad godzinę. Przebrałam się  piżamę i weszłam pod moją cieplutką kołderkę. Wzięłam laptopa i weszłam na Twittera. Od razu zauważyłam wpis Hazzy:

                              
                                        " @abigailmccartne Dzięki mała za cały dzień  :) Xxx"



Uśmiechnęłam się i również dodałam Tweeta:



                                  " @Harry_Styles Ja również Dziękuję :)"





Wyłączyłam laptopa i po kilku minutach odpłynęłam w objęciach Morfeusza.

Rozdział #4 ..." Hi, I'm Just Met You And This Is Crazy ! ..."

 Obudziły mnie  hałasy dochodzące z dołu. Wstałam, przeciągnęłam się i zeszłam na dół. Moi rodzice krzątali się po kuchni. Jak mnie zobaczyli zaczęli się podśmiewać.
- Jak się spało?- spytał tata.
- Nie najgorzej, ale moglibyście być ciszej.-odparłam.
- Przepraszamy, ale jest już trzynasta.-powiedziała mama.
- Trzynasta?!?!?!?!-wydarłam się.
Przeraziłam się bo miałam być gotowa o jedenastej. Spojrzałam na telefon i o dziwo Harry ani nie dzwonił, ani nie pisał.  Wzięłam ubrania. Poszłam do łazienki wziąć długi prysznic. Zdjęłam ubrania z wczoraj i weszłam pod strumień gorącej wody. Zmoczyłam głowę. Stałam i woda obmywała całe moje ciało. Pełen relaks. Wyszłam i od razu przeleciały mnie ciarki z zimna.  Wytarłam włosy i ubrałam się. Wyszłam z łazienki z turbanem na głowie i ze szczoteczką do zębów w buzi. Jak weszłam do pokoju moim oczom pokazał się nie codzienny widok. A mianowicie Harry siedzący na moim łóżku.
- Co Ty tu robisz?-wybełkotałam.
-Siedzę.Wstałem o trzynastej i przypomniało mi się że, się z tobą umówiłem i szybko, się ogarnąłem , i przyjechałem tu.-odpowiedział.
Zdjęłam turban z głowy i poszłam do łazienki, żeby skończyć myć zęby. Splunęłam do umywalki i usłyszałam czyjś chichot. Odwróciłam się i ujrzałam Harolda opierającego się o framugę. Podeszłam do niego i walnęłam go w ramię. Syknął z bólu.
- Dlaczego Ty jesteś taka brutalna ? -zapytał z wyrzutem.
- Tak jakoś.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-OBIAD!!!!!-krzyknęła z dołu mama.
- IDZIEMY !!!!!-okrzyknęłam.
Rozczesałam włosy i zeszliśmy na dół.
-A tak w ogóle to Ty coś dziś jadłeś?-zapytałam Harry'ego.
- Nie.-odparł.
- Czyli jesz z nami.-dodałam.
- Mamo , Harry je z nami.-oznajmiłam mojej rodzicielce wchodząc do kuchni.
- No Ja mam nadzieję.-odparła mama.
Pomogłam mamie nakryć do stołu. Zaraz obiad był gotowy. Usiedliśmy razem. Rodzice śmiali się ze mnie i Harolda że jemy obiad na śniadanie.
- Ja to chyba będę częściej wpadał do Polski.-powiedział Hazza jak skończył.
- Zapraszamy.-odparła mama.
- Mógłbym wziąć Abigail na dzisiejszą noc do hotelu?-zapytał Harry moich rodziców.
Moi rodzice zdziwili się trochę na to pytanie.  Zastanawiali się dłuższą chwilę posyłając sobie znaczące spojrzenia. W końcu mój tata ciężko westchnął :
- Możesz.
Uściskałam rodziców i posprzątałam po obiedzie. Poszłam z Harry'm do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku i wzięliśmy laptopa. Weszliśmy na Twittera. Już wszyscy wiedzieli że Harry jest w Polsce.
- Teraz to już napewno nie będę miał spokoju.-powiedział lekko zdenerwowany lokers.
- Będzie dobrze lamo.-powiedziałam spokojnie.
Zaraz on wszedł do siebie na Twittera. Follownął kilka osób i odłożyliśmy lapka na miejsce. Położyliśmy się.
- Tylko nie mów Niall'owi że u ciebie jadłem.-powiedział nagle.
- Dlaczego ?-spytałam.
- Bo będzie miał mi za złe że to Ja pierwszy jadłem coś polskiego.- odparł.
-Spoko nie powiem.-zaśmiałam się.
- Jak chcesz to mogę Ci jutro pokazać trochę Warszawy.-dodałam.
-Jasne.-odparł uradowany.
Przez resztę dnia uczyłam go mówić po polsku. Nauczył się mówić: - Cześć jestem Harry, -Lubisz One Direction?, -Jak masz na imię?, -Głupia jesteś. Uczyłam go też pisać po polsku, ale jednak mówienie szło mu lepiej. Jakoś o 18 zaczęliśmy się zbierać.  Spakowałam do torby wszystkie potrzebne rzeczy.
- Tylko grzecznie tam.-powiedział mój tata jak wychodziliśmy.
- Ale najpierw jedziemy do sklepu i do cukierni.-powiedział Harry jak wsiadaliśmy do samochodu.
- Po co?-spytałam.
- Bo mam chęć na coś słodkiego.-odparł z uśmiechem.
-Aha
Tak jak powiedział tak zrobiliśmy. Pojechaliśmy do cukierni. Harry kupił tam pełno ciastek. Potem pojechaliśmy do sklepu, gdzie kupiliśmy 2 pudełka lodów.  Potem ruszyliśmy w drogę do hotelu. Ze sklepu do hotelu jechaliśmy ok. 20 minut.  Jak wysiedliśmy pod hotelem było już pełno Papparazzich.
- Weź to.-powiedział Hazza i podał mi okulary przeciwsłoneczne.
- Aha.-odparłam.
Założyliśmy okulary i ruszyliśmy do wejścia.  Po drodze do wejścia słyszeliśmy  pełno pytań np: Czy wy jesteście parą? Harry gdzie jest reszta zespołu? itp. Jak tylko przekroczyliśmy próg hotelu zaczęliśmy się śmiać.  Harry podszedł do recepcji po klucz. Pojechaliśmy windą na 5 piętro. Jak weszliśmy do pokoju postawiłam torbę przy jego łóżku i poszłam mu pomóc rozpakować torby.
- Dobra jak co to łazienka jest tam.-powiedział Harold wskazując na drzwi znajdujące się na lewo od łóżka.
- Ale ty idziesz pierwszy pod prysznic.-powiedziałam.
- Dlaczego ?-spytał z wyrzutem.
- Dla Tego.-odparłam.
- Bo chcę Cię ten teges.-pomyślałam.
- Znaj moją dobroć i pójdę pierwszy.-powiedział i wystawił mi język.
Kopnęłam go z kolanka w tyłek. Wziął rzeczy i poszedł do łazienki.  Ja wzięłam ciastko i usiadłam na blacie kuchennym.
- Co będzie jak on wyjedzie?-pomyślałam. Jak wróci do Londynu to znowu zostaną nam rozmowy przez telefon, przez Skype i oczywiście Twitter. Jednak cieszę się że mamy możliwość widzenia i spotkania się.  Moje przemyślenia przerwał Harry wychodzący z łazienki. Podszedł i stanął przede mną.
- Co tak myślisz?-spytał.
- Nie nic.-odparłam lekko się uśmiechając.
Zeszłam z blatu, wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki. Szybko się umyłam. Przebrałam się w pidżamę: różowe spodenki i fioletową bluzkę na ramiączka. Jak wyszłam z łazienki zastałam Harolda leżącego na łóżku z laptopem na kolanach i miską lodów w ręku.
-Woooooow.-powiedział jak na mnie spojrzał.
- Mógłbyś założyć koszulkę.-odparłam.
Odłożyłam rzeczy i położyłam się obok niego. Widziałam że siedzi na Twitterze. Zaraz dał mi się zalogować. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po zalogowaniu do ten Trend: #HarryDoaTwitcam. I jego Tweet:

                           " Robię Twitcama z @abigailmccartne :D  "



Spojrzałam się na niego, a on się uśmiechnął.
- Ja się nie pokażę.-powiedziałam.
- Prooooooooooooszę.-przytulił mnie i zaczął prosić.
-Nie Harry. Ja nie mam zamiaru pokazać się w twoim Twitcamie.-powiedziałam.
Zrobił minę zbitego psiaka i patrzył na mnie maślanymi oczkami.
- Harry nie patrz tak na mnie bo to nie zadziała.-powiedziałam spokojnie.
-Proszę. Mała zrób to dla mnie.-poprosił.
Mówiąc to patrzył na mnie swoimi cudnymi, zielonymi paczadłami.
- Muszę?-zapytałam zrezygnowana.
-Proszę.-poprosił.
Pokręciłam głową, ale się zgodziłam.
-Dziękuje.-podziękował i dał mi buziaka w policzek po czym nam obojgu pojawiły się rumieńce na twarzy.
Wszedł na Twittera i napisał że Twitcam się odbędzie. Wzięliśmy widelce i zaczęliśmy jeśc lody. Po kilku minutach podał linka i się zaczęło.
- Dobry wieczór.-przywitał się po polsku Harry.
Pierwsze pytanie, którego się oboje spodziewaliśmy to oczywiście: Czy wy jesteście parą?
Naturalnie zaprzeczyliśmy. Harry nazwał mnie swoją BFF. Odpowiadaliśmy na pełno pytań. Po dwóch może trzech godzinach zrobiłam się śpiąca. Oparłam się o Hary'ego i przymknęłam oczy. Harry objął mnie ramieniem. Ostatnie co usłyszałam to : Awwww.So Sweet. Potem Hazza żegnał się i potem nie wiem bo zasnęłam.

środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział #3 ...." Suprise !And Party Hard !....."

Przed drzwiami stał Harry Styles. Stałam jak wryta , a on się uśmiechnął. Miałam zaszklone oczy tak jak i on.
- Abigail?-zapytał. Ja niestety błam w takim szoku jakbym ducha zobaczyła, ale takiego ducha , na którego czekałam przez 4 lata. Kiwnęłam mu głową na tak. Podszedł do mnie i mocno przytulił.  Popłakałam się i mocno wtuliłam. Zaraz weszliśmy do środka. Ja nadal nie mogłam w to uwierzyć. On też płakał, ale się uśmiechał.  Ja otarłam łzy i się zaśmiałam.
- Co ty tu robisz?-spytałam. Cieszyłam się że nie zapomniałam angielskiego przez to wszystko.
- Przyjechałem bo chciałem Ci zrobić taką niespodziankę na rodziny.-odparł.
- Ale wiesz że mogłam zawału dostać?-spytałam robiąc poważną minę.
- Wiem wiem, ale i tak chciałem Cię w końcu zobaczyć.-odpowiedział.
- Wszystkiego Najlepszego Mała.-dodał po chwili. Znowu mnie przytulił. Był taki ciepły i widać było że mu strasznie zależało. Mimo wszystko nadal nie mogłam uwierzyć w to że on tu jest i, że przyjechał specjalnie dla mnie.
- Dziękuję-powiedziałam.
Staliśmy chwilę po prostu patrząc się na siebie. W końcu się ocknęliśmy i poszliśmy do kuchni usiąść.  Zrobiłam nam herbaty i siedzieliśmy rozmawiając.
- A na ile zostajesz?-spytałam dociekliwie na co on się zaśmiał.
- Na cały tydzień.-odparł.
- A tak w ogóle skąd ty masz mój adres?-spytałam. Byłam tego ciekawa od momentu kiedy go zobaczyłam.
-Ma się sposoby.-zaśmiał się.
- Oj no skąd??-prosiłam żeby mu powiedział. To była rzecz , którą najbardziej chciałam teraz wiedzieć.
- Po co prosisz skoro wiesz że Ci nie powiem?-spytał ze śmiechem. Walnęłam go w ramie.
- Głupi jesteś.-powiedziałam.
- Ty też. Ty też.-odparł.
- Synek Ty to się pilnuj bo zarobisz.-pogroziłam mu palcem.
Siedzieliśmy w kuchni i rozmawialiśmy. Po jakimś czasie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Zaraz do kuchni weszła moja mama. Jak zobaczyła Harry'ego to ze zdziwienia otworzyła buzię.
- Mamo proszę zamknij buzię po Ci mucha wleci.-powiedziałam śmiejąc się.
Harry podszedł i przywitał się z mą rodzicielką.
- Wszystkiego Najlepszego Skarbie.-powiedziała mama i pocałowała mnie w czoło.
- Ale żeby dostać prezent musisz poczekać aż tata wróci.-dodała.
 Pokiwałam głową że się zgadzam. Po kilku minutach ktoś wchodzi do domu. Właściwie to kilka ktosi. Mój tata krzycząc: PARTY HARD!, a za nim Nicole i Madi. Zaczęłam się śmiać. Wyszłam z Harry'm i mamą do salonu gdzie właśnie byli nowoprzybyli.
- O matko to Harry Styles.-powiedziała "zdziwiona" Nicole.
Harry zaczął się śmiać.  Spojrzałam na nich z dziwną miną. Mój tata nie zdziwił się na widok Harolda.
- To o co tu chodzi?-spytałam.
Harry podszedł i normalnie przywitał się z dziewczynami.
- Dobra to tak-zaczął Hazza- adres mam od Nicole i Madi, poprosiłem je o to więc nie masz o co się obrażać.-powiedział i przytulił mnie ramieniem. Podeszłam do dziewczyn i je przytuliłam.
Dziękuję-wyszeptałam im do ucha.
- Dobra a teraz możecie dać mi mój prezent?-spytałam rodziców.
- Jeszcze dwóch gości nie ma.-odparł tata.
-Idźcie na górę do ciebie do pokoju, a ja zaraz przyniosę wam coś do picia i do jedzenia.-powiedziała mama.
- Spoko.-odparłam i pocałowałam mamę w policzek.
Poszliśmy we czwórkę na górę. Harry był bardzo pewny siebie wśród dziewczyn. Rozmawiał z nami na każdy temat i żaden go nie płoszył. Zaraz przyszła moja mam z chipsami, żelkami, paluszkami, colą i jeszcze coś tam miała , ale nie wnikałam. No i w końcu przyszło moich dwóch wyczekiwanych gości czyli : Kamil i Kacperek. I zaraz weszli moi rodzice. to jest bardzo dziwne bo wyczekałam do urodzin. Zazwyczaj nie wytrzymuję i dostaję mój prezent dzień wcześniej.
- Jesteśmy pełni podziwu że wytrzymałaś do końca-zaczął tata - więc oto twój prezent.-skończyła mama.
Tata wyciągnął zza pleców nowiusieńką deskorolkę. Cieszę się bo dobrze wiedzieli że ta co miałam dotychczas się powoli zaczęła rozsypywać. Uściskałam rodziców i im podziękowałam. Potem wyszli i zostali nas w szóstkę.
- To kto następny?-spytał Kamil.
- Ja.-powiedziała Nicole i podeszła do mnie.
Wręczyła mi średniej wielkości pudełeczko zawinięte w filetowy papier na prezenty.  Otworzyłam je , a tam był naszyjnik z moim imieniem. Wiedziała że szukałam takiego od dłuższego czasu. Uściskałam mocno przyjaciółkę. Następna była Madi, od której dostałam kolejną zawieszkę Charms na bransoletkę , którą dostała od niej i Nicki dwa lata wcześniej. Zawieszki były w kształcie klucza wiolinowego i jaskółki.  Ją również przytuliłam. Zaraz podszedł do mnie Kamil dając mi spore pudełko, w którym był zestaw kolorowych kółek do deskorolki. Ucieszyłam się bo teraz będę szpanowała kolorowymi kółkami. Po Kamilu podszedł Kacperek, od którego dostałam czapkę w kolorach Rasta. Podziękowałam wszystkim , ale Harry się odezwał:
- A ja to co ?-spytała z pretensją.
- Ty też masz dla mnie prezent?-spytałam zdziwiona.
- Tak ja też mam. Nie tylko co do ciebie przyleciałem, ale prezent też mam.-odparł.
Wyjął ze swojej torby jakieś pudełko. Podszedł do mnie i mi je wręczył.
- Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego Mała.-powiedział wręczając.
Otworzyła pudełko i oniemiałam. Była w nim bransoletka. Też z Charmsami, ale ta miała zawieszki w kształcie: kota, marchewki, czterolistnej koniczynki, żółwia i lusterka. Przytuliłam go mocno dziękując.
- Ej , ale to nie wszystkie prezenty.-powiedział śmiejąc się Hazza.
Wyjął ze swojej torby jeszcze 6 prezentów.
- Dlaczego 6?-spytałam.
- Bo 4 są od chłopaków, a 2 są od Eleanor i Danielle.-odparł.
Z Eleanor i Danielle nie raz rozmawiałam na Skype. Wydają się naprawdę spoko. Z Eleanor rozmawiałam dużo więcej razy niż z Danielle. Otworzyłam wszystko i od razy bylo widać co od kogo. Dostałam koszulkę z gołębiem czyli za pewne od Louis'a, dostałam fajną fioletową koszulę w kratę więc zapewne od Liam'a, dostałam 12 kolorowych kostek do gitary czyli pewnie od Niall'a, dostałam dostałam marynarkę Harry'ego od Zayn'a. Od Eleanor dostałam czarne szpilki. Dała mi je specjalnie bo wie że nie cierpię szpilek, a od Danielle dostałam nową wersję Sing Stara. Podziękowałam Harry'emu i zaczęliśmy się "bawić" w szóstkę. Podłączyliśmy maty do tańca i zaczęliśmy tańczyć. Najpierw był pojedynek Harry vs. Kamil. Zaczęli jakoś dziko tańczyć, a ja wszystko kręciłam.  Potem tańczyłam Ja vs. Harry. Zaczął przegrywać więc rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. Darłam się wniebogłosy.  Przewrócił mnie na łóżko i łaskotał dalej. Nicole stała nad nami kamerując wszystko zamiast mi pomóc. W końcu wzięłam wielką włochatą, zieloną poduchę leżącą na łóżku i go walnęłam tak że spadł ze mnie. W ten oto sposób Ja i Harry rozpętaliśmy wojnę na poduszki. Wolę nie mówić jak mój pokój wyglądał. Madi włączyła muzykę i zaczęliśmy normalnie tańczyć. Wydurnialiśmy się i zachowywaliśmy jak małe dzieci. Zresztą każde moje urodziny tak wyglądają. Tylko że w tym roku jeszcze dołączył do nas Harry.  Około północy Nicki, Madi, Kamil i Kacper zaczęli się zbierać. Harry powiedział że zostanie i pomoże mi sprzątać. Zeszliśmy wszyscy na dół. Pożegnałam się z każdym i razem z Harry'm wróciłam na górę. O dziwo moi rodzice spali. Ja bym nie mogła zasnąć jak taki hałas by był. Weszliśmy do pokoju i zaczęliśmy sprzątać. Zaczęło się od sprzątania jedzenia. Harry wziął żelki i zaczął nimi rzucać we mnie.
- Głupi jesteś.-powiedziałam podchodząc do niego.
- Mówiłem już że ty też?-spytał ironicznie.
- Hahahahahaah bardzo śmiesznie.-odparłam mu sarkazmem.
- A tak seryjnie to Dziękuję.-przytuliłam go.
- Za co?-spytał udając zdziwionego.
- Za wszystko głupku.-odparłam.
- Dobra, ale wiesz co?-powiedział.
- Słucham.
- Jeśli będziesz chciała normalnie spać to jednak musimy powyjmować wszystkie żelki z twojej pościeli.-powiedział pokazując na łóżko.
- Masz racje.-odpowiedziałam.
Zaczęliśmy sprzątać. Tym razem naprawdę.  Zaczęliśmy buszować w pościeli co pewnie Kamil by nazwał "Chędożeniem" zresztą Nicole też by tak to ujęła. Po godzinie w moim łóżku już nie było żelków. Ogarnęliśmy cały pokój tak że wyglądał , tak jak przed "imprezą". Harry też zaczął się zbierać do hotelu.
- A w którym hotelu będziesz nocował?-spytałam jak schodziliśmy na dół.
- W Mariocie.-odparł.
Mogłam się domyślić. Pokiwałam głową że rozumiem.
- Do o której się widzimy później?-spytał.
- Nie wiem.-odparłam. Była trzecia w nocy, a on mi kazał myśleć.
- O jedenastej.-powiedziałam.
- Dobra, ale nie wiem czy wstaniesz.-zaśmiał się.
- Hahahahaha bardzo śmieszne.-powiedziałam z sarkazmem.
Odprowadziłam go do bramy przed domem. Przytulił mnie.
- Idź spać mała.-powiedział.
- Mała to jest twoja pała.-odparłam ze śmiechem.
- Naprawdę idź spać.-zaśmiał się.
- Jutro biorę Cię do hotelu, w którym nocuję.-powiedział.
- Spoko.-odpowiedziałam.
Powiedzieliśmy sobie Dobranoc i wsiadł do samochodu, i pojechał. Ja wróciłam do siebie i od razu w ubraniach weszłam pod kołdrę i zasnęłam.

Rozdział #2 ..."Forever Alone or Not..."

   Obudziło mnie słońce przedzierające się przez zasłony w oknach. Wstałam i spojrzałam na zegarek, wskazywał 12. Trochę ni chciało mi się wierzyć że rzeczywiście mogę tyle spać. Wyszłam na balkon zaciągając się świeżym powietrzem.  Poszłam do łazienki się ogarnąć. Weszłam do garderoby w poszukiwaniu ubrań na dziś. Znalazłam spodenki do kolan w żółto-zieloną kratkę i do tego założyłam żółtą bokserkę z czarnymi napisami. Zeszłam na dół gdzie na mnie czekało już gotowe śniadanko. Moja mama zrobiła naleśniki. Przywitałam się z rodzicami i wzięłam się za jedzenie. Zjadłam 2 z Nutellą i 3 z dżemem truskawkowym. Podziękowałam mamie za śniadanie i poszłam do pokoju. Włączyłam sobie muzykę , a mianowicie Allstar Weekend- Not Your Birthday. Zaraz jak zawsze dostałam sms'a od Harolda o treści:

                 "Miłego dnia mała xxX "

Nadal nie rozumiem dlaczego mała. To znaczy może i jestem od niego młodsza o 2 lata , ale co z tego.  Nie ważne. Odpisałam mu tym samym.  Zaraz drugi sms tym razem od Nicole.

             "Jak co to ja w dniu dzisiejszym nigdzie nie wychodzę bo muszę jechać gdzieś do jakiejś ciotki z rodzicami. 3maj się Lamo :P "

 Norma mam nadzieję że Madi nic nie robi ciekawego dzisiaj bo jak nie ona to nie mam już nikogo.  Ale niestety zaraz dostałam od niej sms'a:


                        " Grrrrrr. Nie mogę dzisiaj nigdzie wyjść bo są imieniny ciotki z Nadadyna i muszę jechać z rodzicami. 3maj się Skarbie :P"




                                        Dobra to jednak nie mam nikogo na dzień dzisiejszy. Rano zawsze dostaje dużo smsów. Przypomniało mi się że jest jeszcze jedna osoba. A tak dokładniej to dwie : Kamil i Kacper. Z nimi kumplujemy się od zawsze. Tak więc postanowiłam napisać do Kamila.


                  " Co dziś robisz Lamo? Nicole i Madi pojechały gdzieś z rodzicami. Jestem sama jak palec. "

Na odpowiedź nie czekałam długo.


                                                      " Spoko zaraz ja i Kacperek do cb wpadniemy i nie masz co się bać my nigdy Cię samej nie zostawimy :)"

Ucieszyłam się na wiadomość że nie będę sama. Siedziałam czekając na nich. Po jakichś 10 minutach przyszli.
- Hej- przywitali się obaj ze mną.
- Hej-odparłam.
- To mamy rozumieć że tamte dwie pojechały do ciotek na imieniny?-spytał Kacperek. Mówimy na niego Kacperek bo nie raz słyszeliśmy że mama tak do niego mówi. Zawsze mieliśmy z tego pompe. Moja mama powiedziała że "Nieładnie się naśmiewać z innych". Ale ja jak to ja nie umiem się nie naśmiewać z takich rzeczy.
- A Madi pewnie pojechała do ciotki do Nadadyna?-spytał Kamil. Zaczęliśmy się śmiać i kiwnęłam głową na tak.  Włączyliśmy jakiś film. Komedię jak zawsze i wyjęliśmy żelki. Położyliśmy się na wielkich kolorowych pufach przed plazmą w moim pokoju i oglądaliśmy. Wieczorem chłopcy zaczęli się zbierać. Pożegnałam się z nimi i odprowadziłam ich do drzwi. Poszli , a ja poszłam pod prysznic. Jak zawsze weszłam pod gorącą wodę. Wyszłam przebrałam się w pidżamę. Nie chciało mi się wejść ani na Facebooka , ani na Twittera więc nie wchodziłam. Miałam cały dzień wielkiego zaciesza bo jutro kończę piętnaście lat.  Będę miała te całe szesnaście.  Zadzwonił do mnie Hazza. Gadałam z nim dłużej niż normalnie. Cały czas, któreś z nas wybuchało śmiechem.  Zawsze mogę mu się ze wszystkiego wygadać. A mogłam z nim gadać całą noc bo jutro nie idziemy do szkoły. Jest jakaś impreza starszych klas i nas nie może być i wgl. szczerze mam to gdzieś. Ważne że mam wolne i to zresztą przez cały tydzień. Nie dość że starsze klasy mają jakąś imprezę to jeszcze jest organizowany zjazd absolwentów. Niestety i tak nie przegadałam z Harry'm całej nocy, ale i tak długo gadaliśmy. Po kilku godzinnej rozmowie zasnęłam padnięta.


   *Następnego dnia*
Obudziłam się z wielkim zacieszem na japie. Tak dziś jest ten dzień. Dziś kończę piętnaście lat. Mam radochę jak nigdy. 9 kwietnia moje urodziny,. Jak ja uwielbiam tą datę. Wyszłam na balkon zobaczyć jaka pogoda jest na dworze. Ciepły poniedziałek jakich mało w kwietniu. Poszłam do łazienki umyłam twarz i spojrzałam w lustro. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Poszłam się ubrać. Założyłam to. Zeszłam na dół. Rodziców jak zawsze nie było. Niby mam pecha że moich rodziców nie ma rano. Może i tak, ale jak nie ma ich rano to wracają z firmy jakoś o 15 najpóźniej. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie tosty z serem i pieczarkami. Usiadłam przed telewizorem w salonie. Okazało się że jest już dwunasta. Zjadłam i odniosłam talerz do kuchni. Z powrotem wróciłam i zajęłam moje miejsce przed telewizorem. Jednak nie nasiedziałam się zbyt długo gdyż przerwał mi dzwonek do drzwi. Wstała i poszłam otworzyć. Otworzyła drzwi i wryło mnie jak nigdy. Przed drzwiami stał..........


Rozdział #1 ..."Nikt o tym nie wie i nikt się nie dowie..."

                          Wstałam o 10. Pierwsze co zrobiłam to spojrzałam przez okno. Piękna słoneczna sobota. Otworzyłam drzwi od balkonu w celu zaczerpnięcia świeżego powietrza.  Otworzyłam drzwi i od razu poczułam ciepłe powietrze okrywające moje ciało. Przyjemne ciarki przeszły mnie po skórze. Poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Od kilku dni mam bardzo dobry humor ponieważ w Poniedziałek są moje siedemnaste urodziny. Poszłam się ubrać. Założyłam żółte rurki i zieloną bokserkę. Zeszłam na dół i jak zazwyczaj w sobotni poranek nikogo nie zastałam. Zobaczyłam że na lodówce wisi jakaś kartka.


                         " Abigail razem z twoim tatą wyszliśmy na zakupy. Zrób sobie coś do jedzenia i poczekaj na nas.


                                                                                                                Mama "




 Norma. Otworzyłam lodówkę w celu znalezienia czegoś do jedzenia. Na szczęście mleko jeszcze było. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i usiadłam przed telewizorem.  Włączyłam Vive i akurat leciało One Thing - One Direction. Jedząc płatki wykonywałam jakieś dziwne ruchy. W końcu piosenka się skończyła, a ja zaczęłam się śmiać sama z siebie.  Poszłam odłożyć miskę do zmywarki i w tym momencie wrócili moi rodzice.
- Ładnie to tak zostawiać mnie samą w domu ?!?!-krzyknęłam.
Zawsze lubiłam udawać że jestem zła albo obrażona. Najczęściej zdarza się to właśnie w soboty rano. Moi rodzice jadą do sklepu i zostawiają mnie samą. Po pierwsze: Ja nie lubię i to bardzo zostawać sama w domu, a po drugie: Nie lubię jak jeżdżą na zakupy beze mnie bo zawsze zapominają o tym co chciałam.
- Też się cieszymy że cię widzimy.-odparła z uśmiechem moje mama.
Na co ja naturalnie zaczęłam się śmiać.
- Pomóż nam z tymi zakupami.-dodał tata.
Wzięłam dwie reklamówki i poszłam z nimi z powrotem do kuchni. Zaczęłam razem z mamą rozpakowywać zakupy, a tata poszedł do salonu.  Podstawowe trzy rzeczy , które muszą mi kupić na zakupach: żelki, woda i twixy. I o dziwo tym razem to znalazłam. Podeszłam do mamy sprawdzić czy może przypadkiem nie ma gorączki. Jak załapałam ją za czoło zaczęła się śmiać. Wzięłam to co moje i poszłam do siebie do pokoju. Usiadłam na łóżku i wzięłam lapka na kolana.  Włączyłam go i od razu weszłam na Facebooka.  Nic ciekawego
więc wyszłam i zalogowałam się na Twittera. Codziennie przychodzi mi tam pełno wiadomości : Jak zrobiła że wszyscy chłopcy z 1D mnie followują? No właśnie ja jestem tą z nielicznych, które followują wszyscy. Eleanor i Danielle też mnie followują.  Tak więc zawsze odpisuję tak samo:  Po prostu mam farta :D  Nikt oprócz Nicole, Madi, moich rodziców, Eleanor, Danielle i oczywiście chłopaków z 1D nie widzą że ja ich "znam". Znam ich tyle co z nimi pisałam. Wylogowałam się i wyłączyłam lapka. Położyłam się myśląc co dziś będę robić.  Moje przemyślenia jednak przerwał mój telefon wydający z siebie fragment Superhero- Cher Lloyd. Spojrzałam na ekran , a tam : Alex dzwoni.  Zaśmiałam się na samą myśl co ona mogła wymyślić.  Po chwili jednak odebrałam.
N-Nicole , A-Abigail
N: Hej Lamo!
A: Witam , Witam
N: Co planujesz na dzien dzisiejszy?
A: Właśnie się zastanawiałam.
N: Czyli idziemy pojeździć na desce. Zgadłam?
A: Dokładnie
N: To będę po ciebie za 2 minuty
A: Spoko

Po skończonej rozmowie wzięłam moją deskorolkę i poszłam założyć buty. Założyłam długie czarne Convese, takie przed kolano.Akurat jak zeszłam na dół zadzwonił dzwonek do drzwi i moja mama wpuściła Nicki do środka.
-Gotowa?-spytała moja przyjaciółka dając mi buziaka w policzek.
- Jasne-odparłam.
- A nie idziemy po Madi?-spytałam wychodząc.
- Jak do niej dzwoniłam to mówiła że śniadanie je.-odpowiedziała Nicki śmiejąc się. Norma Madi jak mówi że je to znaczy że szybko nie skończy. Madi strasznie dużo je , ale wcale po niej tego nie widać.
- Aha.-odparłam.
Ale jednak postanowiłyśmy do niej podjechać. Madi mieszka cztery domy dalej ode mnie, a Nicole mieszka na przeciwko mnie. Ja zadzwoniłyśmy otworzyła nam jej mam witając nas z szerokim uśmiechem. Zaprowadziła nas do kuchni gdzie siedziała Madi jedząc tosty.
- Hej-przywitała się z nami.
- Hej-odparłyśmy.
Na całe szczęście była już ubrana. Jeszcze chwilę siedziała jedząc te swoje tosty z czego przy nas pochłonęła chyba z 6. Poszła wzięła deskę, założyła buty i wyszłyśmy. Pojechałyśmy do sakteparku, do którego zazwyczaj przyjeżdżamy. Spotkałyśmy kilku kolegów. Zaczęliśmy razem jeździć. Nagle Madi zatrzymała się pokazując na wejście do skateparku. W wejściu zobaczyłyśmy Jeżego. Dokładniej to on ma na imię Kamil, ale wszyscy mówią na niego Jeży.  Chodzi z nami do klasy i od zawsze podwala się do Nicole. Zdziwił nas strasznie jego widok i to do tego o 12. Normalnie to on śpi i trudno go gdzieś wyciągnąć.
- Co ty tu robisz?-spytałam się podjeżdżając do chłopaka średniego wzrostu, jasnymi włosami i z tego co pamiętam niebieskimi oczami.
- Nikt o tym nie wie i nikt się nie dowie.-odpowiedział.
Zawsze na tego typu pytania mi tak odpowiada.
Zaczęłam się śmiać po czym przywitaliśmy się . Zaraz podjechały dziewczyny żeby się z nim przywitać.
- A tak seryjnie to co tutaj robisz o tej porze?-spytała Nicole.
- A ja wstałem dzisiaj wyjątkowo wcześnie bo o 11 i jak włączyłem komputer to rodzice mi go wyłączyli i zaczęli krzyczeć że nie powinienem tyle w domu siedzieć i takie te wiecie.-powiedział.
- Bój się bo Ci uwierzę że wstałeś o 11.-powiedziałam pukając go w czoło.
- Po pierwsze weź ten palec z mojego czoła skarbie,a po drugie to tak wstałem o 11.-odparł i ściągnął mój palec ze swojego czoła.
Zamieniliśmy  jeszcze parę słów i wróciliśmy do jeżdżenia.  Jeździliśmy dobre 4 godziny. W końcu zmęczeni postanowiliśmy pójść do McDonalda na shake'i. Pojechaliśmy i zamówiliśmy po shale'u i pojechaliśmy do parku na nasz ulubiony murek. Usiedliśmy we czwórkę popijając nasze słodkie napoje.
- Co planujesz na urodziny?-spytał jedyny chłopak pośród dziewczyn.
- Nic nie planuję.-odparłam.
- Jak to nic?-spytał zdziwiony.
- Po prostu. To przecież tylko szesnastka ..-powiedziałam. Pokiwał głową że mam rację.
Siedzieliśmy tak jeszcze gapiąc się na wszystkich ze dwie godziny, aż zaczęło się ściemniać i trzeba było wracać do domu.  Kawałek jechaliśmy wszyscy razem, aż Kamil skręcił w swoją ulicę, a my dalej jechałyśmy do siebie. Stanęłyśmy pod moim domem i się pożegnałyśmy. Ja weszłam do siebie , Nicki pojechała na przeciwko , a Madi w prawo ode mnie. Jak weszłam do domu moi rodzice siedzieli przed telewizorem oglądając jakiś beznadziejny film. Ruszyłam od razu do siebie.  Włączyłam laptopa i zalogowałam się na Twittera i położyłam go na łóżku. Zostawiłam laptopa i poszłam pod prysznic. Odkręciłam gorącą wodę, zdjęłam ubrania i weszłam pod strumień gorącej wody. Miałam radochę bo uwielbiam takie gorące, wieczorne, długie prysznice. Umyłam się i wyszłam z kabiny. Od razu przeleciały mnie ciarki z zimna. Szybko przebrałam się w moją ulubioną pidżamę:spodnie do kolan w panterkę i żółtą bokserkę. Wbiegłam do pokoju i weszłam pod kołdrę.  Wzięłam lapka na kolana i patrzyłam co się ciekawego działo przez cały dzień. Miałam wiadomość od Louis'a że jakbym widziała gdzieś Kevina to żebym mu przekazała że ma się odezwać bo się o niego martwi. Odpisałam mu że oczywiście mu przekażę.Popisałam z paroma osobami i wylogowałam się. Kilka minut po tym jak wyłączyłam laptopa zadzwonił mi telefon.  Jak zawsze o tej porze dzwoni Harry. Dzwoni zawsze wieczorem przed snem. Oczywiście opowiedział mi co robili przez cały dzień, ja też mu opowiedziałam. Gadaliśmy przez dobre 3 godziny. Zrobiłam się śpiąca i kazał mi iść spać. Powiedziałam mu Dobranoc i się rozłączyłam. Nauczycielka angielskiego w podstawówce jak zaczynałam pisać z Harry'm zdziwiła się moją nagłą poprawą języka. Teraz mam najlepsze oceny z angielskiego, a zresztą mój tata jest Brytyjczykiem i mnie coś tam uczył jak byłam młodsza. Nigdy jednak nie przyswajałam zbyt dobrze wiedzy. Ale jednak nigdy źle się nie uczyłam.  Dzięki rozmowa z Haroldem wyrobiłam sobie akcencik . Tak więc rozłączyłam się i po kilku minutach odpłynęłam w objęciach Morfeusza.



Prolog !

              Siedzę na Facebooku jak każda dwunastolatka przeglądam różne rzeczy. Nagle przychodzi mi jakieś zaproszenie do znajomych. Wchodzę i patrzę na profil tej osoby. Wyświetla mi się "Harry Nuggets Styles" jakiś koleś z Wielkiej Brytanii. Jest dwa lata starszy, ale zaakceptowałam zaproszenie. Napisał pierwszy.
_ Hello :)
- Hi :) 
I od tych słów się zaczęło. Oczywiście jako trzynastolatka popełniałam błędy, ale i tak dalej ze soba pisaliśmy.  Codziennie z nim pisałam. Po około 2 latach on postanowił pójść do X-Factor. Skasował konto na Facebooku, ale kontynuowaliśmy znajomość przez telefon.  Rozmawialiśmy o wszystkim i nigdy nie brakowało nam tematów.            Któregoś dnia poprosił mnie o rozmowę na Skypie. Zgodziłam się. Opowiadał o tym jak z niego i jeszcze czterech innych kolesi zrobili zespół.  Kilka razy nawet miałam okazję rozmawiać ze wszystkimi członkami One Direction. Nie zapomnę jaką radochę mięli jak Simon Cowell powiedział że weźmie ich na X-Factor Tour mimo tego że nie wygrali. Harry dzielił się ze mną każdą nową nowiną. Jak ja miałam jakiś problem zawsze mnie wysłuchał. Stał się moim najlepszym przyjacielem mimo tego że najprawdopodobniej nigdy się nie spotkamy. W końcu wieści o One Direction trafiły do Polski. Chłopcy stali się wielkimi gwiazdami na skalę światową.   Mimo tego wszystkiego co się wydarzyło Harry o mnie nie zapomniał. Niedługo zbliżają się moje 16 urodziny i dlatego ma radochę :D

Bohaterowie ! :D

Abigail McCartney ( Abs )
16 lat. Mieszka w Warszawie z rodzicami, którzy prowadzą firmę.Jej ojciec jest brytyjczykiem dlatego nie ma polskiego imienia. Ma trójkę przyjaciół dla, których zrobi wszystko: Nicole, Madi i Harry. Z Harry'm poznała się przez internet jak miała 12 lat. Uwielbia grać na gitarze, fortepianie i śpiewać.Jest miła na swój sposób. W wolnym czasie lubi również pojeździć na deskorolce. Jest wielką fanką One Direction, Hot Chelle Rae, Cher Lloyd i Taylor Swift. Jej miłością są żelki, marchewki i Patryk Rozgwiazda. Marzy o tym żeby kiedyś zrobić sobie na nadgarstku tatuaż Whatever.



Nicole Jensen ( Nicki )
16 lat. Mieszka w Warszawie z rodzicami. Jej rodzice są projektantami wnętrz. Jej najlepszą przyjaciółką jest Abigail i Madi.  Kocha Spongeboba. Dobrze wie o znajomości Abigail i Harry'ego.  Uwielbia spać. Z całej trójki to ona najbardziej dba o swój wygląd. Uwielbia grę na perkusji i gitarze basowej.  Kocha taniec i jazdę na deskorolce. Razem z Abigail i Madi mają plany żeby zamieszkać kiedyś w Londynie. Podkochuje się w Zayn'ie z 1D.  Uwielbia Cher Lloyd, Hot Chelle Rae, Simple Plan i The Kooks.
Madleaine Williams ( Madi )
16 lat. Mieszka w Warszawie z rodzicami. Jej rodzice są brytyjczykami prowadzącymi wielką firmę. Jej najlepszymi przyjaciółkami są Abigail i Nicole. Prawie cały czas jje mimo że wcale tego po niej nie widać. Tak jak Nicole wie o przyjaźni Harry'ego i Abigail. Gra na gitarze i jeździ na deskorolce. Uwielbia Cher Lloyd, One Direction i  Star Guard Muffin. Jej marzeniem jest żeby kiedyś pójść do Nando's. Podkochuje się w Niall'u z 1D.



Od lewej: Zayn Malik 19.l , Louis Tomlinson 21 l. , Harry Styles 18 l. , Liam Payne 19 l. , Niall Horan 19 l.
Członkowie One Direction. Są przyjaciółmi i traktują się jak braci, weseli.

_________________________________________________
Są już bohaterowie zaraz wstawię rozdziały. Z racji tego że zmieniłam bloga dzisiaj pojawi się 11 rozdziałów :)

SWAG SWAG !
Abigail :*


Witam witam ! :D

Tak więc, witam was wszystkich na tym blogu. Będę tutaj zamieszczała rozdziały opowiadania z udziałem brytyjsko-irlandzkiego zespołu One Direction.  Mam nadzieję że jeśli będziecie to czytać zostawicie po sobie komentarz lub dodacie się do obserwatorów :)
Miłego czytania !

SWAG SWAG !
Abigail :*

____________________________________________