sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział #10 ..."Maybe This Is Love? I Don't Know"...

*****Harry****

Dobra, pewnie większość mi nie uwierzy, ale po raz pierwszy podoba mi się dziewczyna nie kobieta tylko dziewczyna i jest ode mnie młodsza o 2 lata. Tak, wiem-Harry ściemniasz wiemy że tamta co Ci się podoba napewno ma przynajmniej 5 lat więcej niż ty. To były słowa, które wczoraj usłyszałem od Zayn'a. Nie wierzą mi. No Eleanor mi wierzy i ona wie że dziewczyna, o którą mi chodzi to Abigail. Tylko Els mi wierzy. DLACZEGO ?!?!?!?!?  Nie wiem. Tak, więc Abigail mi się naprawdę podoba ale mamy ograniczone widywanie się. Ograniczone do minimum. Musimy przeżyć.

Obudziłem się o 9:30. Jak zawsze obudziły mnie krzyki Niall'a i Zayn'a. Norma. Poszedłem do łazienki i opłukałem twarz zimną wodą. Tak na rozbudzenie.Na dole jak zawsze chaos. Liam smaży naleśniki w kuchni, Niall i Zayn się tłuką o pilota od telewizora, a Lou śmieje się z Niall'a, który przed chwilą spadł z kanapy. Jak ja ich kocham. Moi idioci.

- Hej!- przywitałem się tak żeby mnie usłyszeli.

- Hej!-odparli chórem.

Poszedłem do kuchni, gdzie Liam próbuje usmażyć naleśniki, ale myślę że to się skończy telefonem do Danielle.Nalałem sobie do szklanki soku i usiadłem na blacie. Szczerze mówiąc to skojarzyło mi się z Abs.

- Pomożesz mi? -zapytał po chwili Liam.

- Jasne.-odparłem.

Moja pomoc wyglądała tak że to ja zrobiłem naleśniki, a Liam tylko się patrzył.

- Musisz nauczyć mnie gotować.-powiedział jak skończyłem. Ja się tylko zaśmiałem i nałożyłem sobie kilka naleśników na talerz. Poszedłem i usiadłem na kanapie w salonie obok Lou.  Dzisiaj Abigail ma rozdzielenie majątku. Mam nadzieję że wszystko się dobrze skończy.

***Abigail****

Wstałam jak zawsze ok. 12. Wyszłam na balkon. Ciepłe powietrze otuliło moje ciało. Przyjemny dreszcz przeszedł całe ciało. Schowałam się do pokoju i wzięłam telefon do ręki. Skoro tutaj w Polsce jest 11:50 to tam w Londynie jest 10:50. Czyli już mogę zadzwonić do Hazzy. Tak też zrobiłam. Porozmawialiśmy chwilę, aż zawołał mnie Mark żebym się szykowała i zjadła śniadanie. Ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni, gdzie już siedzieli wszyscy. Zjadłam kilka kanapek i zaczęliśmy szykować się do wyjścia. Jak zawsze jak się ma coś wydarzyć zaczął boleć mnie brzuch.  Postanowiłam napisać do Harolda.

"Weź mnie przygarnij do siebie"

Na odpowiedź nie czekałam długo:



"Wsiadaj do samolotu i przylatuj.Łóżko mam duże, spokojnie się zmieścisz ;D"




Zaśmiałam się odczytując to.
- Chodź musimy już jechać.-oznajmił Mark.
Nicole i Madi jeszcze raz mnie przytuliły i wyszłam razem z Mark'iem. Odczytanie testamentów ma się odbyć w jakimś biurze. Po drodze jeszcze wstąpiliśmy do sklepu bo bez miętusów się nigdzie nie ruszę, a skończyły mi się. Ruszyliśmy w drogę. Po ok. 30 minutach dotarliśmy na miejsce.  Weszliśmy do niewielkiego budynku. Poszliśmy do wskazanego pokoju. Wzięłam jednego cukierka do buzi.  Jak weszliśmy zauważyliśmy czekającego Greg'a. Jest tylko nasza trójka i mężczyzna, który ma odczytać testamenty.
- Tak więc zebraliśmy się tutaj, aby uroczyście odczytać testamenty Anny i Peter'a McCartney.-zaczął mężczyzna.
Zachciało mi się płakać. Zawsze się zastanawiałam jak to jest stracić kogoś bliskiego. Teraz już wiem. Straciłam dwie najbliższe mi osoby. Szczerze to nie chcę żadnych pieniędzy, ani rzeczy. Wolałabym żeby oboje byli teraz ze mną.  Gościu przeczytał testament ojca. Mark dostał dom rodziców i prośbę żeby się mną zajął. Ja zaś dostałam wszystkie pieniądze jakie ojciec ma na koncie. Greg dostał firmę. Znając życie to z jego porządkami firma zbankrutuje.  Następnie mężczyzna zaczął czytać testament naszej matki. Mark dostał całą biżuterię i rzeczy wartościowe, Greg dostał nasz dom w górach, a ja znowu pieniądze które są na koncie. Naturalnie się popłakałam. Po odczytaniu tego wszystkiego mężczyzna poprosił mnie samą do siebie do gabinetu. Poszłam z nim i przekazał mi kopertę, w której znajdują się karty rodziców i kody PIN. Rodzice pomyśleli że mogą umrzeć jak jeszcze nie będę pełnoletnia więc mam dostęp do konta już teraz. Mężczyzna złożył mi jeszcze kondolencje i wróciłam do chłopaków.
- Mam nadzieję że się podzielisz ze starszym bratem pieniędzmi?-zapytał chytrze Greg.
Jak zawsze chciwy na pieniądze.
- To są jej pieniądze i masz dać jej spokój. - odparł Mark.
Wyszliśmy i wróciliśmy do domu. 
Mark mi powiedział po drodze że powinnam iść sprawdzić ile pieniędzy jest na kontach. Póki co to nie mam jakiejś chęci. Nie interesują mnie te pieniądze.  Położyłam się na łóżku w moim pokoju. Wzięłam telefon do ręki i jakby przez telepatię dostałam sms'a od Hazzy.


" I jak było ??? :* Xxx"

Odpisałam mu tak:

" Nie chce mi się o tym pisać. Lepiej zadzwoń Xxx"

Po chwili zadzwonił i gadaliśmy cały dzień. Jutro już do szkoły, a tu już za tydzień wakacje. Strasznie szybko zleciało.
Wieczorem przestaliśmy gadać. Poszłam się ogarnąć do łazienki. Ale jak zawsze wiadomo Harry zadzwonił do mnie na skype.
- Nie mogę zasnąć jeśli nie widzę Cię przed snem.-powiedział jak się spytałam co chciał.
Jak zawsze zalały mnie rumieńce.  Gadaliśmy jeszcze trochę. Chłopcy są we Włoszech i za jakieś dwa tygodnie powinni być w Polsce.  Ucieszyłam się jak nie wiem co. Po jakimś czasie przyszły dziewczyny i też z nami gadały.  Padnięte całym dniem poszłyśmy spać. Jutro do szkoły......

________________________________
Proszę was bardzo macie rozdział 10 !!!!!
naprawdę jeśli to ktoś czyta niech zostawi po sobie ślad w postaci komentarza :))
To naprawdę dla mnie ważne bo nie wiem czy mam dla kogo pisać :(

SWAG SWAG !
Abigail :*


1 komentarz: